niedziela, 11 czerwca 2017

Czy rowery boją się ciemności, czyli niedzielna speleologia

Niedziela 11 czerwca

Bydlin – Kolbark – Pazurek – Podlesie – Troks – Kosmolów – Zadole Kosmolowskie – Gotkowice – Jerzmanowice – Gotkowice – Przeginia – Zederman – Zawada – Gorenice – Witeradów – Troks - Podlesie – Pazurek – Kolbark – Bydlin: 83 km



Dolinę Będkowską od strony Jerzmanowic niejako „otwiera” Jaskinia Nietoperzowa. Wielokrotnie mijana przeze mnie podczas wyjazdów w tamte strony. Jako, że dziś niedziela postanowiłem zafundować sobie lekką, łatwą i przyjemną wycieczkę do owej jaskini. Toż to w końcu wstyd by wielokrotnie mijać a nie odwiedzić tego miejsca.




Na polach

Niedzielny poranek wita mnie słońcem. Pakuję graty i w drogę. Jadę pobocznymi drogami, a w końcu polami między Sułoszową a DK 94. Otaczają mnie piękne widoki. Docieram do Gotkowic i drogę stąd do Jerzmanowic niestety muszę pokonać wspomnianą krajówką. Ruch ogromny. Docieram do zjazdu na boczną drogę prowadzącą do Doliny Będkowskiej oraz Jaskini Nietoperzowej i po ok. kilometrze jestem na parkingu przed jaskinią.




Fantastyczne widoki 

„Na dzień dobry” niespodzianka dla rowerzystów. Rower mogę zabrać do samej jaskini i nie martwić się o niego gdyż zwiedzać można tylko z przewodnikiem, a ten zamyka bramę jaskini na czas zwiedzania. Tylko czy aby rowerek nie boi się tak sam w jakieś skalnej norze?

Rowerek spokojnie czeka zamknięty w jaskini.

Poniżej kilka fotek. Można fotografować… tylko trzeba mieć czym. W takich warunkach byle kompakt jest do niczego. W środku panuje przyjemny chłód (ok. 7,5 stopnia, które utrzymuje się niemal cały rok na tym samym poziomie). Jest obszerna, więc bardzo wygodna do zwiedzania, a do tego oświetlona.  Przewodnik ciekawie opowiada o formach krasowych znajdujących się w jaskini, oraz o zwierzętach zamieszkujących jaskinie w czasach prehistorycznych. Choć generalnie nietoperze do jaskiń zlatują jesienią by w nich przezimować to znalazł się jeden malutki „śpioch” – podkowiec mały. W Jaskini Nietoperzowej kręcono sceny do filmów „Legenda o św. Mikołaju” oraz „Ogniem i mieczem”.




Jaskinia Nietoperzowa

Obok budynku kasy oraz informacji turystycznej znajduje się mini park geologiczny gdzie zgromadzono kilka rodzajów skał z okolicy. Obok każdego informacja, co to jest i gdzie zostało wydobyte.




Przed jaskinią

Gdy zbieram się do odjazdu na plac obok dociera grupa pojazdów. To chyba jakiś fan klub Land Rovera, gdyż tylko tej marki pojazdy parkują. I to w wersjach „old time” (część ma żółte blachy oznaczające pojazdy zabytkowe). Piękne maszyny.

Śliczne... w sumie przecież też przyjechałem rov(w)erem ;) 

Czas wracać. Jako, że mam jeszcze zapas czasu przed zapowiedzianą godziną powrotu do domu jadę okrężną trasą. Z Jerzmanowic przez Przeginię do Zedermana DK 94 (ruch dziś wyjątkowo wielki). W Zedermanie zjeżdżam i kieruję się w stronę Zawady i później Gorenic. Stąd przez Witeradów, obwodnicą Olkusza i Podlesie docieram do domu.




Bardzo fajny wypad. Sama trasa była już przeze mnie opisywana, dlatego wpis niezbyt zasobny w tekst. Myślę, że pora odwiedzić kilka miejsc, których zobaczenie odkładałem na „wieczne kiedyś tam”.  Pogoda fantastyczna, choć niestety dokuczał momentami silniejszy, a co gorsza chłodny wiatr. Mimo to jednak jechało się przyjemnie. Szkoda tylko, że to już koniec weekendu.

Pasażer na gapę

Pozdrawiam serdecznie.




środa, 7 czerwca 2017

Spóźniona majówka, czyli rekordy rekordy

Sobota 3 czerwca


Bydlin – Wolbrom – Gołcza – Miechów – Żarnowiec – Łany Wielkie – Przełaj – Sędziszów – Krzcięcice – Mierzawa – Niegosławice – Pińczów – Michałów – Tomaszów – Sancygniów – Działoszyce – Książ Wielki – Kozłów – Tunel – Pogwizdów – Charsznica – Szreniawa – Wolbrom – Bydlin: 220 km

Najpiękniejszy, według mnie, okres w roku to końcówka kwietnia i maj. Piękna, świeża, soczysta zieleń, ukwiecone pola i łąki, to jest to, co tygryski lubią najbardziej. Uwielbiam w tym czasie wybrać się na wschód, czyli Wyżyna Miechowska i Ponidzie. Bujam się niespiesznie pośród pól i podziwiam krajobraz.  Niestety końcówka kwietnia w tym roku miast zielona była biała. Maj też nie lepszy. Dopiero przełom maja i czerwca przyniósł znaczącą poprawę pogody. Dlatego, miast w maju, w tamte tereny wybrałem się dopiero w czerwcu. Ale lepiej późno niż wcale.



O poranku

Tradycyjne sprawdzanie pogody w ciągu tygodnia utwierdzało mnie w przekonaniu, iż zbliżająca się sobota ma być przyjemna. Sobotni bardzo wczesny poranek, zwlekam się z łózka, szykowanko i po godzinie piątej ruszam w trasę. Owszem, dzień zapowiada się ciepło, lecz o poranku mój licznikowy termometr wskazuje niecałe sześć stopni. Ale co tam, z każdą chwilą będzie coraz cieplej. Dlatego nie zabieram dodatkowych ciuchów (prócz rękawków). Troszkę zmarznę, lecz później nie będę musiał taszczyć zbędnych elementów stroju.




Pięknie jest

Przez Wolbrom i Gołczę docieram do Miechowa i tam obieram kierunek północny i północno-wschodni by dotrzeć do Sędziszowa. W Sędziszowie pit-stop na stacji benzynowej. Coś na ząb i ruszam dalej.



Wiosna

Cały czas towarzyszy mi rolniczy krajobraz, czyli zielone i żółte pola, gdzieniegdzie upstrzone czerwienią maków. Co jakiś czas mijam małą miejscowość. Co prawda to już czerwiec, więc na polach już wysokie zboża, czyli okres owej ukochanej przeze mnie soczystej zieleni już mija, ale i tak jest pięknie. Wiatr odczuwalny, więc w drodze do Pińczowa trochę dokucza, lecz nie tak by siąść i płakać z tego powodu. W takich okolicznościach przyrody docieram do Pińczowa.

Nida 

Łąki nad brzegiem Nidy

W Pińczowie zatrzymuję się na chwilę nad Nidą by podziwiać majestatycznie i leniwie płynącą rzekę oraz łąki na jej brzegach. W oddali spostrzegam grupę kajakarzy też korzystających z pięknego dnia. Jest ok. godziny jedenastej i dawno już zapomniałem o porannych chłodzie. W mieście udaję się do punktu informacji turystycznej gdzie ucinam sobie przyjemną pogawędkę z panią tam pracującą. Kilkaset metrów od punktu stoi pałac Wielopolskich, więc jadę go obejrzeć. Jest to klasycystyczny pałac wybudowany ok. 1789 roku przez marszałka nadwornego koronnego Franciszka Wielopolskiego. Od blisko 150 lat budynek służy szkolnictwu. Obecnie (wraz z nowymi budynkami wokół) jest siedzibą liceum (Źródło). Kręcę się chwilę po przypałacowym parku i jadę do centrum miasta na jakiś obiadek. Po jedzeniu i chwili odpoczynku ruszam w drogę powrotną.

Pałac Wielopolskich - Pińczów

Z Pińczowa kieruję się na południe aż do Działoszyc.  Towarzyszy mi cały czas taki sam krajobraz, czyli pola i małe miejscowości, co niezmiernie mnie raduje. Po drodze, w małej miejscowości Sancygniów zatrzymuję się przy tamtejszym pałacu. Nazwa miejscowości pochodzi o rodu Sancygniowskich. Gdy wygasła tutejsza gałąź rodu miejscowość zmieniała właścicieli aż do roku, 1835 gdy wieś została zakupiona przez ród Deskurów. Wznieśli oni neorenesansowy pałac, który w czasach PRL-u mieścił zakład odwykowy. Obecnie pałac został sprzedany prywatnemu właścicielowi. Niestety jego śmierć przerwała prace nad przywróceniem blasku temu miejscu (Źródło).

Pałac Deskurów - Sancygniów

Po dotarciu do Działoszyc skręcam na zachód i wciąż w otoczeniu ulubionego krajobrazu docieram do Książa Wielkiego, gdzie na wzgórzu Mirowskim stoi pałac wzniesiony w latach 1585 – 1595 przez biskupa krakowskiego Piotra Myszkowskiego oraz jego bratanka – starostę chęcińskiego. Obecnie znajduje się tu szkoła (Źródło).

Pałac na Mirowie - Książ Wielki

Z Książa droga wiedzie mnie do Kozłowa i dalej przez Tunel i Charsznicę docieram do Wolbromia. Przerwa na lody i jeszcze kilka kilometrów jazdy do domu.




Ukochane krajobrazy

Wycieczka rekordowa. Mianowicie pobiłem swój rekord w dziennym dystansie jazdy rowerem. O niewiele gdyż poprzedni wynosił 212 km. I początkowo miała to być wycieczka stricte nastawiona na rekord, dopiero, gdy przyjrzałem się mapie zauważyłem piktogram oznaczający pałac w Pińczowie, później taki sam w Sancygniowie i z przejażdżki dla samej jazdy zrobiła się wycieczka sportowo – krajoznawcza. I dobrze. Pogoda kapitalna, ciepło, sucho i słonecznie. Wiatr, który początkowo dokuczał później pomagał. Rejony piękne i godne polecenia. I niech taka pogoda trwa jak najdłużej.

Rzeka Mierzawa


Pozdrawiam serdecznie 

niedziela, 2 kwietnia 2017

Nastała wiosna czyli primaaprilisowy żarcik

Sobota 1 Kwietnia

Bydlin – Lgota Wolbromska – Wolbrom – Brzozówka – Wierzchowisko – Maków – Gołcza – Rzeżuśnia – Jaksice – Kamieńczyce – Komorów – Miechów – Charsznica – Tczyca – Jelcza – Żarnowiec – Łany Wielkie – Łany Podleśne – Przełaj – Mstyczów – Jeżów – Klimontów – Wierzbica – Kozłów – Przysieka – Kępie – Marcinkowice – Pogwizdów – Charsznica – Witowice – Przybysławice – Szreniawa – Sulisławice – Wierzchowisko – Brzozówka – Wolbrom – Dłużec – Domaniewice – Załęże – Krzywopłoty – Bydlin: 125 km



Między Bydlinem a Wolbromiem

Pogodowe wróżki wieściły fantastyczną pogodę na pierwszy weekend kwietnia. Bardzo mnie to cieszyło gdyż zgodnie z tradycją to w tygodniu, gdy człek jest w pracy pogodę mamy cudowną by w weekend była paskudna, a tu w tym tygodniu zupełnie odwrotnie. Postanowiłem, iż przejadę w sobotę pierwszą setkę w tym roku. A trasa? Nic odkrywczego. Założenie było takie by pokręcić się po małych miejscowościach w okolicach Miechowa, Żarnowca i Kozłowa. Czyli tereny w większości  doskonale mi znane. Takie przetarcie przed sezonem.



Często się widujemy ;) - Wolbrom

Sobotni poranek wita mnie słońcem, choć jest rześko, by nie powiedzieć chłodno. Zanim jednak się ogarniam robi się już całkiem przyjemnie. Ruszam. Pierwszy etap to kierunek wschód, do Miechowa. I tak naprawdę to mógłby być koniec mojego wpisu gdyż cała dzisiejsza trasa to właśnie leniwe kręcenie pośród wiosek i pól przerywane tylko postojami na zdjęcia. Jako, że jadę trekkingiem mogę sobie pozwolić na zabranie „dużego” aparatu. Fotografuję więc wszystko dookoła (by później większość zdjęć skasować). W Miechowie zmiana i teraz kieruję się generalnie na północ, do Żarnowca.








Wiosenne pola

Za Żarnowcem (a dokładnie w Łanach Wielkich) znów obieram kierunek wschodni. I tu trafiam na coś, co przerywa moje sielskie podziwianie wiosennego krajobrazu. Docieram do samotnie stojącego na odludziu opuszczonego budynku.  Uwielbiam zaglądać w takie miejsca. Niestety bardzo rzadko mi się to zdarza. A to, dlatego, że bardzo rzadko trafiam na takie budynki stojące właśnie na odludziu. Zazwyczaj znajdują się blisko zabudowań, a niestety bardzo ciężko ludziom pojąć, iż można chcieć pokręcić się po takim miejscu w celu innym niż kradzież, demolka tudzież libacja. A tu trafia mi się taka perełka. Oczywiście rower na bok, aparat w dłoń i idę. Widać, że budynek jest niszczony przez czas a nie przez ludzi (idiotów). Ściany nie są popisane, wokół nie walają się butelki. I mimo iż nie zachowało się wiele z pierwotnego wyposażenia domu to i tak czuć tu to „coś”, co właśnie przyciąga mnie w takie miejsca. „Coś”, czego nie potrafię inaczej zdefiniować jak „dusza” starego domu. No, ale czas kończyć te filozoficzne rozważania i jechać dalej.







Opuszczony budynek

Jadę na wschód, do Klimontowa by tam skierować się na południe, do Kozłowa. Okolice Mstyczowa, Klimontowa, Kozłowa to tereny gdzie leniwie płynie sobie rzeczka Mierzawa. Przyległe do jej koryta tereny, wraz z licznymi małymi odnogami objęto ochroną w ramach programu „Natura 2000 Dolina górnej Mierzawy”. Bardzo przyjemne tereny.


Mierzawa

Strażacka część mej osobowości już w Mstyczowie zauważa, że coś się dzieje w okolicach Kozłowa. I faktycznie przed Kozłowem (w Wierzbicy) płoną łąki. Z Kozłowa jadę do Charsznicy. W Charsznicy – Wsi trafiam na kolejny opuszczony budynek. Niestety o ile poprzedni był opuszczony i zniszczony przez czas, tak ten jest opuszczony i zdewastowany przez debili. Ściany zabazgrane farbami, pełno butelek, puszek i innych śmieci. Żal na to patrzeć, zwłaszcza mnie gdyż ów budynek to była remiza strażacka.

Płonące łąki w Wierzbicy k/Kozłowa


OSP Charsznica w drodze do pożaru w Wierzbicy

W Charsznicy skręcam na zachód i mijając pomniejsze miejscowości docieram do Wolbromia, skąd kilka kilometrów przerywanych spotkaniami ze znajomymi i jestem w domu.

Coś dla wielbicieli "urban explorer" - opuszczony elewator w Kozłowie


Opuszczona i zdewastowana remiza strażacka w Charsznicy - Wsi

Rewelacyjna wycieczka. Pogoda fantastyczna, nawet nie narzekam na wiatr, który nie pozwalał o sobie zapomnieć. Wycieczka dokładnie taka jak zakładałem, czyli leniwe kręcenie pośród wiosennych pól i małych miejscowości, obserwowanie wiosennej przyrody i ludzi krzątających się przy pracach wokół domów czy też na polach.  Trasa uboga w zabytki czy też inne turystyczne atrakcje, ale właśnie o taką mi chodziło. A jako, że dziś pierwszy kwietnia to zafundowałem sobie malutki żarcik w postaci skasowania danych z wycieczki przed zgraniem ich na komputer. Brak słów.













Wiosna


Pozdrawiam serdecznie.