wtorek, 7 listopada 2017

5 listopada czyli, Dzień Niepodległości

Niedziela 5 listopada

Bydlin – Lgota Wolbromska – Kaliś – Gołaczewy – Cieplice – Pazurek – Jaroszowiec – Klucze – Golczowice – Cieślin – Kolbark – Bydlin: 50 km

Tak, wiem, tytuł dość przewrotny lecz już tłumaczę. Otóż wpadłem na pomysł by 11 listopada odbyć wycieczkę po najbliższych memu miejscu zamieszkania cmentarzach gdzie spoczywają polegli w I wojnie światowej. Z racji jednak tego, iż synoptycy nie wróżą na ten dzień przyjemnej pogody decyduję się na wyjazd w niedzielę poprzedzającą święto. Zwłaszcza, że pogoda dopisuje.

Klucze

Niedzielny poranek wita mnie słońcem, jednak nieco lekko zamglonym. Po godzinie dziesiątej ruszam na trasę „Rajdu Rowerowego po okolicznych cmentarzach wojennych”. Rajdu, którego jestem pomysłodawcą, organizatorem… i jedynym uczestnikiem (jakoś tak w natłoku spraw organizacyjnych zapomniałem kogokolwiek poinformować o swym planie 😉).

Klucze

Pierwszy przystanek na trasie rajdu to cmentarz parafialny w Bydlinie. W listopadzie 1914 roku na polach między Bydlinem a Załężem doszło do starcia Legionów Polskich działających wspólnie z armią austro-węgierską a oddziałami rosyjskimi. Bitwa  ta znana jest jako „Bitwa pod Krzywopłotami”. Poległych w niej pochowano na miejscowym cmentarzu. Po minięciu jego bram rzuca się w oczy wysoki murowany krzyż. To właśnie pomnik ku czci poległych legionistów. W zbiorowych mogiłach u jego stóp pochowanych jest 46 żołnierzy Legionów, wśród nich Stanisław Paderewski, przyrodni brat Ignacego Paderewskiego.

Bydlin - pomnik poległych Legionistów i zbiorowe mogiły, w których są pochowani

W innej części cmentarza znajdują się trzy zbiorowe mogiły gdzie spoczywa 206 żołnierzy armii austro-węgierskiej i 78 armii rosyjskiej.


Bydlin - zbiorowe mogiły żołnierzy austro-węgierskich i rosyjskich poległych w Bitwie pod Krzywopłotami

W założeniu mój „Rajd” miał prowadzić po miejscach spoczynku poległych w I wojnie światowej, lecz już na początku odstępuję od tego postanowienia, gdyż na cmentarzu w Bydlinie znajduje się też mogiła pięciu żołnierzy Wojska Polskiego poległych 5 września 1939 roku. Przystaję tu na chwilę by zapalić znicz.

Bydlin - mogiła pięciu żołnierzy Wojska Polskiego poległych 5 września 1939 roku

Z Bydlina jadę w kierunku Wolbromia by dotrzeć do niewielkiej miejscowości Kaliś. Na skraju wsi, w lesie obok torów kolejowych znajduje się cmentarz „Ogonów”. Pośród szumiących drzew spoczywa tu 773 żołnierzy austro-węgierskich, 81 rosyjskich oraz jeden legionista. Takie dane można wyczytać na tablicy informacyjnej umieszczonej przy wejściu na teren cmentarza. Z Kalisia udaję się do Jangrota, a dokładnie do przysiółka o nazwie Cieplice.


Cmentarz wojenny Kaliś "Ogonów"

Cmentarz wojenny w Jangrocie – Cieplicach jest jednym z największych, pod względem liczby pochowanych w północnej Małopolsce. Z tablicy informacyjnej dowiaduję się, iż spoczywa tu 2575 poległych, 2014 żołnierzy austro-węgierskich i 561 rosyjskich. Z Cieplic przez Pazurek i Jaroszowiec kieruję się na Klucze.



Cmentarz wojenny w Jangrocie - Cieplicach 

W lesie za stawami kluczewskimi znajduje się cmentarz wojenny „Klucze”. Miał on charakter przyszpitalny. Chowano tu zmarłych z lazaretu polowego mieszczącego się w budynkach pobliskiego tartaku. Tablica przy wejściu informuje o 99 pochowanych, 79 z armii austro-węgierskiej i 20 z armii rosyjskiej.

Cmentarz wojenny "Klucze"

Na zakończenie mej dzisiejszej wycieczki odwiedzam inne miejsce niezwiązane z Wielką Wojną. Wjeżdżam w las nieopodal Godawicy (przysiółek Ryczówka), gdzie pośród dostojnych buków znajdują się groby powstańców styczniowych poległych w tych okolicach w kwietniu 1863 roku. To już ostatni przystanek na trasie mego dzisiejszego przejazdu. Przez Golczowice, Cieślin i Kolbark wracam do domu.

Las koło Godawicy - mogiły powstańców styczniowych poległych w tych okolicach w kwietniu 1863 roku

Wszystkie opisane miejsca już kiedyś odwiedziłem, lecz zawsze było to „przy okazji”. Tym razem chciałem by były one celem samym w sobie. Po prostu wrzucić do sakwy parę zniczy i jechać tam zapalić po jednym, oddać się chwili zadumy nad losem poległych. Nad smutnym losem poległych z dala od ziem rodzinnych. W końcu w obu armiach walczyli przedstawiciele wielu różnych narodowości.  Budujące jest to, iż wszędzie spotykam ślady pamięci o zmarłych w postaci zniczy, w kilku miejscach ciągle jeszcze się paliły, widziałem też świeże kwiaty. To budujące. Pogoda dopisała. Dystans w porównaniu z okresem letnim niezbyt imponujący, lecz toż to w końcu listopad. Odczuwam zdecydowany spadek formy. 50 kilometrów nieźle mnie zmęczyło. Byle do wiosny…

"Mała architektura wojenna" z czasów II wojny światowej 

I tak wyglądał mój prywatny „Rajd Rowerowy po okolicznych cmentarzach wojennych” z okazji 11 listopada, który… odbył się 5 listopada.

Pozdrawiam serdecznie.








sobota, 16 września 2017

Wyjazd nie do końca przemyślany, czyli urzędowo do Bochni

Piątek 8 września

Bochnia PKP – Nowy Wiśnicz – Leksandrowa – Lipnica Górna – Lipnica Murowana – Lipnica Górna – Borówna - Chronów – Kobyle – Stary Wiśnicz – Brzeźnica – Łazy – Rzezawa PKP: 45 km

Miałem sprawę do załatwienia w Bochni. Co prawda mógłbym się wyrobić w pół dnia, lecz przezornie wziąłem dzień wolnego w pracy (sprawa do załatwienia tylko w dzień roboczy). A skoro już mam dzień do dyspozycji postanawiam, więc… zabrać ze sobą rower. W plecaku prócz papierów urzędowych ląduje mapa, a w głowie ogólny plan wycieczki.

W drodze

Piątkowy poranek chłodny, lecz słoneczny. Przede mną 30 kilometrów dojazdu do Miechowa na stację. Najpierw pociąg do Krakowa, później przesiadka na jadący do Tarnowa. W Bochni wysiadam kilka minut po jedenastej. Załatwienie sprawy zajmuje mi dosłownie 21 minut. A potem już hulaj dusza. Od razu kupiłem bilet powrotny na godzinę 15.50. Tyle czasu powinno starczyć.

Okolice Borównej

W samej Bochni zatrzymuję się przy pierwszej atrakcji dzisiejszej wycieczki. Ale nie jest to kopalnia soli (na to przyjdzie czas kiedy indziej), lecz zabytkowa drewniana dzwonnica przy kościele św. Mikołaja. Pochodzi ona z pierwszej połowy XVI wieku. Dokładnie została wybudowana w… 1991 roku. Tak, to nie literówka w tekście. Autentyczna, szesnastowieczna dzwonnica spłonęła w 1987 roku a ta stojąca obecnie jest jej wierną rekonstrukcją. 

Bochnia - rekonstrukcja szesnastowiecznej dzwonnicy

Ruszam na południe do Nowego Wiśnicza. Wjeżdżając do miasta od razu rzuca się w oczy słynny wiśnicki zamek, lecz ja omijam go i jadę odwiedzić o wiele skromniejsze, ale jakże urokliwe miejsce, jakim jest drewniany dworek „Koryznówka” i mieszczące się w nim muzeum pamiątek po Janie Matejce.

Nowy Wiśnicz - Dworek "Koryznówka". Muzeum pamiątek po J. Matejce

„Koryznówka” to zwyczajowa nazwa drewnianego dworku wzniesionego w połowie XIX wieku przez rodzinę Serafińskich nieopodal zamku w Nowym Wiśniczu. Z tą rodziną zaprzyjaźniony od młodych lat był Jan Matejko, tu spędzał wakacje. Zostało po nim wiele skrzętnie zbieranych przez rodzinę Serafińskich pamiątek m. in. szkice, przedmioty codziennego użytku, (fortepian, na którym grywał Matejko – tak tak, Chopinem to nie był, ale umiał nie tylko malować). Ciekawostką jest to, iż dworek cały czas jest w rękach owej rodziny. Na mocy porozumienia zawartego z Muzeum Okręgowym w Tarnowie trzy pomieszczenia dworku zajmuje ekspozycja a reszta budynku jest zwyczajnie zamieszkana. I niby to tylko trzy niewielkie pomieszczenia, ale mnogość eksponatów oraz interesujący i ciekawy sposób opowiadania o nich przez panią przewodnik powodują, że nie można stąd wyjść niezadowolonym. Gdy ja kupuję bilet i jakąś tam pamiątkę w bramie pojawia się małżeństwo również zainteresowane zwiedzeniem muzeum. W czasie, gdy oni nabywają bilety ja siadam na ławeczce przed dworkiem, a obok przechadza się… paw. Co prawda nie tak dumnie jak na pawia przystało, wręcz płochliwie, ale miło jest popatrzeć na to urocze żyjątko. Okazuje się, że właściciele „Koryznówki” hodują kilka pawi. Z Nowego Wiśnicza jadę do Lipnicy Murowanej.

Jeden z "mieszkańców" "Koryznówki".

Lipnica Murowana. Znajduje się tu jeden z najstarszych i najcenniejszych kościołów drewnianych w Małopolsce. Kościół pw. Św. Leonarda pochodzi z końca XV wieku. W roku 2003 obiekt został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego i Naturalnego UNESCO. Podziwiając wnętrze świątyni ucinam sobie miłą pogawędkę z panią przewodnik. Niestety mój śmieszny aparacik obraził się na mnie za to, że wyłączyłem mu lampę błyskową i za karę nie chciał zrobić udanych zdjęć wnętrza.

Lipnica Murowana - Kościół pw. św. Leonarda

Czas jednak biegnie nieubłaganie i najwyższa pora wracać. Zatrzymuje się jeszcze na krótki postój w centrum Lipnicy i ruszam w drogę powrotną. Samo centrum miejscowości to miły ryneczek otoczony urokliwymi podcieniowymi domami, w których mieszczą się różnorakie punkty usługowe (pizza, lody itp.)

Lipnica Murowana - Przyjemny ryneczek

Nie wracam jednak tą sama trasą tylko delektując się pięknymi widokami pogórza kieruję się na Chronów gdzie znajduje się kolejny drewniany kościół. Może nie tak sławny i cenny jak ten w Lipnicy, ale również warty zobaczenia. Kościół pw. Ducha Świętego zbudowany został w 1685 roku i w swej historii był kilkakrotnie przebudowywany.

Chronów - Kościół pw. Ducha Świętego

Z Chronowa przez Stary Wiśnicz jadę do Brzeźnicy. Znajduje się tu drewniany kościół pw. Św. Piotra i Pawła i św. Stanisława Biskupa. Pochodzi on z 1632 roku, rozbudowany w 1892r. Jako, że do planowanego odjazdu pociągu zostało już naprawdę niewiele czasu, więc możliwie szybkim tempem pokonuje ostatnie kilka kilometrów dzielące mnie od stacji kolejowej w Rzezawie, dokąd docieram z dość sporym zapasem czasu.

Brzeźnica - Kościół pw. św. Piotra i Pawła i św. Stanisława Biskupa

Wycieczka, krótka, lecz bardzo ciekawa. Zarówno dzwonnica w Bochni jak i zobaczone kościoły oraz centrum Lipnicy Murowanej to obiekty leżące na Szlaku Architektury Drewnianej województwa Małopolskiego, której to atrakcji turystycznej chyba powoli staję się wielkim fanem. Wycieczka uświadomiła mi, że sposób w jaki obieram dystans i obliczam czas do pokonania owego dystansu potrzebny w trakcie wycieczek po Jurze nie sprawdza się w tych terenach. Z racji tego właśnie przeliczenia się nie odwiedziłem jednego miejsca, które „wpadło” mi w oko przeglądając mapę tych okolic. Po prostu brakło mi już czasu. Można rzec, że dzisiejszy wyjazd był pewnym przetarciem i lekcją organizacji przed kolejnymi wyprawami w te strony a, że atrakcji tu moc to zapewne kiedyś jeszcze je odwiedzę. Pogoda dopisała i mam nadzieję, że jeszcze będzie łaskawa pozwalając na kilka wycieczek w tym roku.


Pozdrawiam serdecznie.

niedziela, 3 września 2017

Z deszczem w ustach czyli ziemia oświęcimska

Sobota 26 sierpnia

Bydlin – Jaroszowiec –Pazurek – Olkusz – Witeradów – Niesułowice – Myślachowice – Trzebinia – Piła Kościelecka – Bolęcin – Płaza – Wygiełzów – Babice – Jankowice – Zator – Spytkowice – Zator – Polanka Wielka – Poręba Wielka – Grojec – Oświęcim – Chełmek – Jaworzno (Byczyna – Ciężkowice - Szczakowa) – Bukowno – Bolesław – Klucze – Golczowice – Cieślin – Bydlin: 180 km

Bydlin

Muszę ze wstydem przyznać, iż do wiosny tego roku Oświęcim, pod względem turystyczno – krajoznawczym, kojarzył mi się tylko z obozem koncentracyjnym. Aż pewnego wiosennego paskudnego dzionka tęskniąc za ciepłem i rowerowymi przejażdżkami,  gapiąc się w mapę, snując przy tym swe tegoroczne plany wycieczkowe, zauważyłem symbol zamku. Okazało się, iż w Oświęcimiu jest zamek i to nie ruiny a piękny, odrestaurowany obiekt, w którym mieści się muzeum. I tak też ów zamek zapisałem w mej pamięci w folderze „kiedyś tam pojadę”. Początkowo zakładałem skorzystać z pociągu, by dotrzeć do Oświęcimia i rowerem pokręcić trochę po okolicy, lecz plany mają to do siebie, iż lubią się zmieniać. Ostatecznie zdecydowałem całą trasę pokonać na dwóch kołach. I tak też się stało.

Jaroszowiec

Tradycyjnie w ciągu tygodnia z uwagą śledzę prognozy pogody, a te z dnia na dzień są coraz mniej pocieszające. W piątkowy wieczór wszystkie zgodnie twierdzą, iż w sobotę należy spodziewać się lokalnych, przelotnych opadów deszczu. Niestety lato zbliża się już ku końcowi, dni coraz krótsze, poranki i wieczory są już po prostu zimne, tym samym coraz mniej okazji do długich rowerowych wyjazdów. Dlatego po cichu licząc na „lokalność” przepowiadanych opadów deszczu decyduję się jechać mimo wszystko, z nadzieją, że może akurat na trasie mej wycieczki nie będzie padać. Z drugiej strony trochę pieniędzy poszło na te wszystkie przeciwdeszczowe cuda, więc niech na siebie zapracują.

Spytkowice - bocianie gniazdo na... syrenie strażackiej

Sobotni poranek zimny i pochmurny. Zaczynają dopadać mnie wątpliwości, lecz szybko je przezwyciężam i z pewnym opóźnieniem w stosunku do planu pierwotnego ruszam w trasę. Kieruję się na Trzebinię, czyli najpierw obwodnicą Olkusza w kierunku Niesułowic, potem Myślachowice i Trzebinia. Za Olkuszem zza chmur zaczyna wyglądać słońce, robi się cieplej. Za Niesułowicami asfalt mokry po niedawnych opadach. W Trzebini robię przystanek przy Dworku Zieleniewskich. Jest to zabytkowa rezydencja, której historia sięga XIII wieku. Nazwa pochodzi od ostatnich właścicieli. Na początku lat dziewięćdziesiątych został własnością gminy Trzebinia. Obecnie zarządza nim Trzebińskie Centrum Kultury organizując tu wiele różnych wydarzeń kulturalnych. Obok dworu znajduje się zabytkowy park.

Trzebinia - Dwór Zieleniewskich

Z Trzebini kieruję się na południe i przez Piłę Kościelecką i Bolęcin docieram do miejscowości Płaza. Znajduje się tu pałac Starzeńskich otoczony zabytkowym parkiem. Wybudowany w pierwszej połowie XIX wieku, gruntownie przebudowany w latach 1900 – 1901, po tym jak majątek przeszedł na własność hr. Adama Starzeńskiego (stąd nazwa). Po wojnie pałac został zaadaptowany na dom pomocy społecznej i taką funkcję pełni do dziś.

Płaza - Pałac Starzeńskich

Z Płazy przez Wygiełzów i Babice jadę dalej w kierunku południowym. Przed Zatorem zatrzymuje się na chwilę na moście na Wiśle i spostrzegam groźnie wyglądające chmury ciągnące z zachodu. Niestety nie muszę długo czekać na to, co nieuniknione. Jeszcze przed wjazdem do miasta zaczyna kropić. Chronię się na stacji benzynowej, gdzie robię sobie przerwę na małe co nieco. W międzyczasie rozpadało się już na dobre. Po dłuższej chwili postoju dochodzę do wniosku, że nie ma co czekać, wskakuje w przeciwdeszczowe wynalazki i ruszam. W Zatorze wjeżdżam na DK 44 w kierunku Krakowa i w deszczu jadę do Spytkowic.

Wisła

Spytkowice. Znajduje się tu zamek zbudowany w pierwszej połowie XVI wieku przez kasztelana sądeckiego Wawrzyńca Myszkowskiego. Rozbudowany i znacznie przekształcony przed 1630 rokiem przez biskupa krakowskiego Marcina Szyszkowskiego. Ostatnimi właścicielami byli Potoccy. Po zniszczeniach wojennych zamek odbudowano w drugiej połowie XX wieku. Obecnie jest własnością skarbu państwa, mieści się tu ekspozytura Krakowskiego Archiwum Państwowego. Niestety, jako że dziś sobota nie ma tu żywej duszy i muszę zadowolić się podziwianiem zamku zza ogrodzenia.


Zamek w Spytkowicach

Wracam z powrotem DK 44 do Zatoru. Jeszcze w Spytkowicach zatrzymuję się w malutkim sklepiku gdzie ucinam sobie miłą pogawędkę z panią tam sprzedającą. Przestaje też padać. W Zatorze znajduje się pochodzący z XV wieku zamek, lecz nie zaglądam tam tyko jadę dalej. Jeżeli końcówka lata, względnie początek jesieni będą łaskawe, to jeszcze odwiedzę miasto i wtedy przyjrzę się temu zabytkowi.

Rzeka Skawa

Pierwotnie odcinek Zator – Oświęcim planowałem pokonać jakimiś lokalnymi szlakami rowerowymi, później, gdy okazało się, iż Wiślana Trasa Rowerowa na tym odcinku jest już gotowa to nią chciałem pojechać, lecz dowiedziałem się, że w okolicach Oświęcimia znajduje się kilka drewnianych kościółków leżących na Szlaku Architektury Drewnianej Województwa Małopolskiego, więc postanowiłem je odwiedzić, a przejazd wspomnianą WTR odłożyć na inny czas. Z Zatoru jadę, więc pośród malowniczych pól lokalnymi drogami i docieram do miejscowości Polanka Wielka, gdzie znajduje się pierwszy z owych drewnianych obiektów. Powstanie kościoła pw. św. Mikołaja datowane jest na XVI wiek. W 1658 roku został przebudowany. W Polance Wielkiej znajduje się też zespół pałacowo-parkowy, lecz nie docieram do niego. Po krótkim postoju przy kościółku ruszam dalej do nieodległej Poręby Wielkiej. W międzyczasie zupełnie się rozpogodziło, do tego robi się niemal gorąco, co mnie jednak wcale nie martwi.

Polanka Wielka - kościół pw. św. Mikołaja

Poręba Wielka. Kościół pw. św. Bartłomieja powstał w XVI wieku i jest jednym z najstarszych na pogórzu śląskim. Zanim dojeżdżam do wspomnianego kościoła oglądam pochodzący z XIX wieku pałac, w którym obecnie mieści się szkoła.

Poręba Wielka - kościół pw. św. Bartłomieja
Poręba Wielka - XIX-wieczny pałacyk, obecnie mieści się tu szkoła

Z Poręby Wielkiej udaję się do Grojca gdzie znajduje się kościół pw. św. Wawrzyńca. Jest to drewniano – murowany obiekt wybudowany w 1671 roku z fundacji Zygmunta Porębskiego. Od tego czasu był kilkakrotnie przebudowywany.

Grojec - kościół pw. św. Wawrzyńca

Z Grojca kieruję się na północ i po kilku kilometrach docieram do głównego celu mej dzisiejszej wycieczki czyli zamku w Oświęcimiu. Pierwsze wzmianki o kasztelanii oświęcimskiej pochodzą z XII wieku. Oczywiście burzliwe dzieje spowodowały wiele zmian w jego wyglądzie, lecz generalnie od XVI wieku zamek powoli chylił się ku upadkowi. Swoje palce w jego zniszczeniu maczali też Szwedzi. W początkach XX wieku zaczęła się odbudowa zamku. W czasie II wojny światowej był siedzibą niemieckich władz okupacyjnych. Obecnie jest własnością miasta. W początkach XXI wieku doczekał się kolejnego remontu i od 2010 roku jest siedzibą muzeum.

Zamek w Oświęcimiu


W zamkowej wieży




Widoki z zamkowej wieży

Muzeum prezentuje zbiory historyczne i etnograficzne. Zobaczyć tu można wystawę archeologiczną prezentującą eksponaty, które odnaleziono podczas prac wykopaliskowych prowadzonych na terenie zamkowego wzgórza. Jest wystawa o tematyce religijnej prezentująca przedmioty związane z chrześcijaństwem i judaizmem. Jest wystawa etnograficzna, na której zapoznamy się z wyglądem i wyposażeniem mieszkań z początku XX wieku, zarówno katolików, jak i Żydów. Są też wystawione eksponaty kojarzone z działalnością różnych organizacji społecznych, czyli m.in. przedmioty związane ze strażą pożarną, z harcerstwem, z organizacjami sportowymi. Oczywiście jak na rasowy zamek przystało jest wieża, z której podziwiać możemy panoramę miasta. Oświęcimski zamek to główna, ale też i ostatnia atrakcja podczas mej dzisiejszej wycieczki, więc jeszcze tylko wydostać się z miasta i do domu.









Muzeum zamkowe

Przez Chełmek, Jaworzno (Byczyna, Ciężkowice, Szczakowa), Bukowno i Klucze docieram do domu. Dystans spory, pogoda zmienna ale wycieczka arcyciekawa. Żałuję, że nie odwiedziłem jeszcze kilku miejsc, lecz jest to tylko powód by znów wrócić na malowniczą, ciekawą i wartą poznania ziemię oświęcimską.


Pozdrawiam serdecznie