poniedziałek, 18 czerwca 2018

Przedbórz, czyli krótki wpis o długiej przejażdżce


Niedziela 17 czerwca

Bydlin – Wolbrom – Żarnowiec – Szczekociny – Secemin – Włoszczowa – Przedbórz – Włoszczowa – Secemin – Szczekociny – Żarnowiec – Wolbrom – Bydlin: 228 km



Trzy plus moje małopolskie daje w sumie "Rajd Czterech Województw" 😉

Tradycyjnie z nadejściem długich ciepłych dni planuję jakiś dłuższy wypad. Dłuższy to dla mnie 200 km. Jako, że jednak czuję się rowerowym turystą a nie sportowcem, dlatego szukam jakiegoś konkretnego celu wycieczki (by nie była to jazda tylko dla samych cyferek). Tym razem obieram kierunek północny a celem wycieczki jest Przedbórz w woj. łódzkim.


Gdzieś po drodze

Wstaję wcześnie rano. Za oknem, zgodnie z przewidywaniami meteorologów po niebie toczą się jakieś chmury, ale ma nie padać. O samej drodze do Przedborza nie ma co pisać. Generalnie płasko, wokół zielone pola, co jakiś czas mniejsza bądź większa miejscowość. Dla niektórych zapewne nuda, lecz ja bardzo lubię takie klimaty, dlatego niespiesznie kręcę sobie podziwiając krajobraz i słuchając śpiewu ptaków.


Gdzieś po drodze

Niedzielny poranek oznacza w miarę puste drogi. Nawet na odcinku między Szczekocinami a Przedborzem jadąc drogami wojewódzkimi nie narzekam na tłok. W trakcie powrotu ruch już większy, ale nie ma tragedii.


Gdzieś po drodze

A celem dzisiejszej wycieczki jest Muzeum Ludowe Ziemi Przedborskiej. Co tu dużo pisać. Urzekło mnie to miejsce. W odremontowanym siedemnastowiecznym budynku dawnej karczmy znajduje się mini skansen prezentujący życie codzienne dawnych mieszkańców Przedborza, przedmioty codziennego użytku, dawne zawody. W podwórzu stoi kilka żydowskich macew. Fantastyczne miejsce i mili ludzie tam pracujący. I mimo iż chodzenie w butach rowerowych z blokami szosowymi nie należy do najprzyjemniejszych to jednak z wielką przyjemnością wędrowałem po bądź, co bądź niewielkim obiekcie. Niewielkim, ale mieszczącym łącznie kilka tysięcy eksponatów o charakterze historycznym i etnograficznym.






Muzeum Ludowe Ziemi Przedborskiej

Po zwiedzeniu muzeum (dość pobieżnym, bo ileż można „człapać” w takich butach), krótkiej pogawędce z dziewczyną oprowadzającą mnie po obiekcie wracam niemal tą samą trasą do domu.









Muzeum Ludowe Ziemi Przedborskiej

Łącznie 228 kilometrów pośród miłych dla oka (mojego) krajobrazów oraz zwiedzenie bardzo interesującego miejsca. Jednym słowem całkiem udany dzień. Pogoda dopisała, choć w drodze powrotnej zaczęły mnie gonić chmury to deszcz mnie nie złapał. Po drodze widziałem sporo saren i zajęcy, lecz nie chciały pozować do zdjęcia. Gorąco polecam wybranie się do przedborskiego muzeum. Warto.

😎

Pozdrawiam serdecznie

Krótki filmik z trasy




piątek, 27 kwietnia 2018

Siewierz, czyli niedziela niehandlowa


Niedziela 22 kwietnia

Bydlin – Golczowice – Chechło – Skałbania – Niegowonice – Łazy – Ciągowice – Kuźnica Sulikowska - Siewierz – Kuźnica Sulikowska - Poręba – Zawiercie – Łazy – Niegowonice – Chechło – Golczowice – Bydlin: 106 km

Niedziela, koniec nieplanowanego tygodniowego urlopu. Początkowo myślałem na zakończenie zrobić jeszcze jedną kolejowo – rowerową wycieczkę, lecz wiązałoby się to z wczesnym wstawaniem. Okazało się jednak, iż w nadchodzącym tygodniu mam na poranną zmianę, dlatego postanowiłem sobie dziś pospać troszeczkę dłużej.

Między Chechłem a Skałbanią

Gdy wstałem, widząc zapowiadający się piękny dzień decyduję się jednak pojechać gdzieś dalej. W założeniu ma to być niezbyt męcząca, ale nie krótka wycieczka gdzieś po znanych terenach, by wiele nie myśleć o samej trasie a delektować się pięknem otaczającej przyrody. Wybór pada na Siewierz. Lubię tam jeździć. W mej wersji wycieczki trasa jest dość długa, niemęcząca, w sam raz na przyjemne zakończenie dość udanego rowerowo urlopu. Żeby mieć pewność spokojnej, wręcz leniwej jazdy bez jakiś szaleństw dosiadam ciężkiego i powolnego trekkinga.

Między Ciągowicami a Kuźnicą Sulikowską

Przez Golczowice, Chechło i Niegowonice docieram do Łaz. Chwila postoju przy budynku dworca PKP i jadę do Ciągowic. Znajduje się tu zrujnowany dwór szlachecki z przełomu XVIII i XIX wieku. Niestety wygląda fatalnie. Zdewastowany, pozawalane stropy, ściany pomazane, wszystko wokół porasta dzika roślinność, no i wszechobecne ślady wielbicieli trunków wszelakich, niekoniecznie drogich.






Ciągowice - zrujnowany dwór 😢

Z Ciągowic jadę lasem i podziwiam świeżą, soczystą, wiosenną zieleń drzew. Zatrzymuję się przy wiacie turystycznej by przekąsić małe co nieco. Podjeżdża małżeństwo z małą dziewczynką w foteliku. Zamieniliśmy kilka słów i każdy rusza w swoją stronę. Ja pod siewierski zamek, a oni tam skąd przyjechałem, czyli do dworu w Ciągowicach.

Wiosna 😃

Generalnie trasa, którą jeżdżę do Siewierza nie jest trudna. Tylko leśny odcinek przed Kuźnicą Sulikowską jest dość wymagający. Piaszczysta droga dodatkowo przeorana przez sprzęt pracujących tu leśników. Ale tylko ten fragment może nastręczyć pewnych trudności.

Wiosna 😃

Docieram pod zamek biskupów krakowskich w Siewierzu i … zamknięte. Przez myśl mi nawet nie przeszło by przed wyjazdem sprawdzić w sieci czy obiekt jest dziś dostępny. Założyłem, iż skoro kilka lat temu zwiedziłem go w Boże Ciało to w zwykłą niedzielę na pewno będzie czynny. Cóż, na szczęście już parokrotnie tu byłem, więc płakał nie będę. Chwila odpoczynku i jadę w inne miejsce.


Siewierz - zamek biskupów krakowskich

W trakcie mijającego urlopu udało mi się poznać obiekty w stylu romańskim. W poprzednią niedzielę był to kościół w Pradocinie, w piątek kościół w Wysocicach a dziś… No właśnie, na terenie oddalonego trochę od centrum Siewierza cmentarza stoi romański kościół pw. Św. Jana Chrzciciela. Docieram tam po małych problemach nawigacyjnych (tak to jest, gdy człowiek już bardziej ufa elektronice niż własnej intuicji). Jest to niewielki, zbudowany z ciosanego piaskowca kościółek. Z tablicy informacyjnej umieszczonej przy świątyni dowiaduję się, iż Jan Długosz datuje jego powstanie na 1144 rok, lecz historycy skłaniają się ku wcześniejszej dacie. 



Siewierz - romański kościół pw. św. Jana Chrzciciela

Jako, że po cmentarzu kręci się sporo osób szybko opuszczam to miejsce i kieruję się w drogę powrotną. Zahaczam jeszcze o siewierski rynek gdzie funduję sobie smaczne lody. Przemiła właścicielka lodziarni bez problemów przybija pieczątkę w mej książeczce wycieczek kolarskich, za co jeszcze raz dziękuję (niestety podczas swych wyjazdów często się spotykam z odmową prosząc o to w jakimś sklepie😕). W Kuźnicy Sulikowskiej mijam „znajomą” rowerową rodzinkę, która wraca już ze swej wycieczki. Na nich też dwór w Ciągowicach nie zrobił wrażenia.

Siewierz - rynek

Drogę powrotną z Siewierza zawsze wydłużam sobie o Porębę i Zawiercie. Jakimś dziwnym, niezrozumiałym trafem spoglądając w mapę tych okolic ciągle umykał mi jeden szczegół w postaci małego symbolu pomnika przyrody w Porębie. Tak, w Porębie obok cmentarza rośnie dąb szypułkowy będący pomnikiem przyrody.  Tabliczka obok informuje, iż tak sobie rośnie od… 1275 roku. Sędziwy staruszek 😉


Poręba - pomnik przyrody obok cmentarza

Z Poręby, najpierw przez tereny ogródków działkowych, potem przyjemnym lasem docieram do Zawiercia. Tu znów postój na jakąś przekąskę i jadę do Łaz, skąd już praktycznie tym samym śladem, po którym jechałem w tę stronę wracam do domu.

Poręba

Dzisiejszy plan w stu procentach wykonany. Zaliczona długa przejażdżka, w tempie spacerowym, o niewielkiej skali trudności po piaszczystych dróżkach leśnych, po szutrach i asfaltach o niezbyt wielkim natężeniu ruchu. A przy tym poznane ciekawe obiekty. W całej mej historii wycieczek rowerowych na palcach jednej ręki mógłbym policzyć dni, kiedy to spotkałem tylu rowerzystów, co dziś. Minąłem więcej rowerów niż samochodów. Na dwa koła siedli wszyscy, od małych dzieci po staruszków. Ciekawe czy to tylko zasługa pięknej wiosennej niedzieli czy też niedzieli… z zakazem handlu 😉

Pozdrawiam serdecznie


  




środa, 25 kwietnia 2018

Szlak Dłubni, czyli ludzie odwiedzajcie muzea


Piątek 20 kwietnia

Bydlin – Kaliś – Gołaczewy – Trzyciąż – Imbramowice – Ściborzyce – Wysocice – Sieciechowice – Iwanowice – Michałowice – Młodziejowice – Książniczki – Raciborowice – Kraków Krzesławice – Prusy – Zastów PKP: 80 km

Kwiatuszki 😄

Nieraz już kręciłem w okolicach Trzyciąża, Imbramowic czy Wysocic. Widziałem oznaczenia jakiegoś szlaku rowerowego. Jakiś czas temu będąc w urzędzie gminy w Trzyciążu widziałem stojącą tablicę informującą o atrakcjach tych okolic. Okolic leżących na terenie Dłubniańskiego Parku Krajobrazowego. Mnie nie potrzeba więcej zachęcać by dokładniej poznać te okolice.


O poranku 

Piątek zapowiada się, jako kolejny piękny i ciepły wiosenny dzień. Dla mnie to kolejny dzień urlopu, więc postanawiam przejechać Szlak Dłubni, (bo to oznaczenia tego szlaku widać we wspomnianych okolicach). Wstaję rano i po krótkich przygotowaniach ruszam w trasę. Przez Kaliś i Gołaczewy docieram do Trzyciąża. Tu zaczynam właściwą wycieczkę.

Szlak Dłubni

Cały Szlak Dłubni można by podzielić na kilka odcinków. Jeden z nich to odcinek Trzyciąż – Imbramowice. I właściwie opis tego fragmentu szlaku mógłbym zawrzeć w wyrażeniu „och i ach”. I nic więcej mówić nie trzeba. Bo to najpiękniejszy fragment szlaku. Zwłaszcza o tej porze roku (może jeszcze złota jesień wygląda tu równie pięknie). Z Trzyciąża wyjeżdżam drogą asfaltową, która prowadzi mnie w las. I tu już pierwszy postój. Nie, nie ze zmęczenia, po prostu ptaki urządziły taki koncert, jakiego już dawno nie słyszałem. Musiałem, choć na chwilę przysiąść i posłuchać. Wokół cisza, na drodze ruch żaden. Mógłbym tu siedzieć i słuchać tak cały czas. Ale trzeba ruszać.

Tylko ja, rowerek i śpiew ptaków

Po niedługim czasie zjeżdżam z asfaltu w polną drogę prowadzącą doliną Dłubni. Jadę lasem, polem, łąką, krople rosy błyszczą w blasku wschodzącego słońca. Raz po raz Dłubnia biegnie to po lewej, to po prawej ręce. Cały czas słyszę tylko śpiew ptaków i szum rzeki (póki, co jeszcze strumyka, bo to dopiero początek). Od czasu do czasu pojawiają się i jurajskie akcenty w postaci skał.





Szlakiem Dłubni

Pośród takiego pięknego krajobrazu docieram do Imbramowic. Znajduje się tu klasztor sióstr Norbertanek. W chwili obecnej trwają tam jakieś poważne prace remontowo-budowlane. Kawałek dalej, w miejscowości Ściborzyce znajduje się zabytkowy eklektyczny pałac Popielów. Trzypiętrowy budynek z czerwonej cegły do czasów reformy rolnej należał do rodziny Popielów. Po wojnie urzędowały tu różne instytucje, które nie bardzo o niego dbały. Obecnie jest w rękach prywatnych. Podjeżdżam po pałac, lecz teren ogrodzony, po placu ktoś się kręci, a pies wielkości przejedzonego kota robi tyle hałasu, co syrena na remizie strażackiej, więc rezygnuję z fotografowania czy filmowania obiektu i jadę dalej.



Imbramowice - klasztor Norbertanek

Ze Ściborzyc jadę przyjemną asfaltową dróżką pośród pojedynczych gospodarstw i pól. Docieram do Wysocic. Tu znajduje się kościół św. Mikołaja. Jego powstanie datuje się na przełom XII i XIII wieku. Jest jednym z najlepiej zachowanych kościołów romańskich w Polsce.





Wysocice - romański kościół pw. św. Mikołaja

Cały czas jadąc doliną Dłubni, co rusz „przeskakując” z lewego na prawy brzeg, asfaltami i szutrami docieram do Iwanowic. Znajduje się tu leżący na Szlaku Architektury Drewnianej województwa małopolskiego kościół pw. Św. Trójcy. Wybudowany w 1745 roku. Wewnątrz m.in. pochodząca z ok. 1500 roku rzeźba św. Krzysztofa.  



Iwanowice - kościół pw. Św. Trójcy

Z Iwanowic dalej jadę na południe trzymając się, już teraz pełnoprawnie można powiedzieć, rzeki Dłubni. Coraz częściej jadę asfaltem, momentami odcinkami o sporym natężeniu ruchu, przez co szlak traci na atrakcyjności. Ale by turysta – rowerzysta nie popadł w depresję, co jakiś czas szlak zjeżdża w teren by poprowadzić po szutrach bądź nawet gruntowych drogach, czasem przy samym brzegu rzeki.




Szlakiem Dłubni

Od miejscowości Książniczki do Raciborowic jadę dość męczącą polną drogą przy samym brzegu Dłubni. Ale widoki rekompensują wszelkie niedogodności. Wszędzie wiosenna soczysta zieleń, którą tak bardzo uwielbiam. 





Szlakiem Dłubni

Od Raciborowic już do końca, czyli do Krakowa Krzesławic jadę najpierw asfaltem, potem utwardzoną szutrówką.

Kraków

Kraków Krzesławice. Tu kończy, bądź zaczyna, się Szlak Dłubni. Ma on niecałe 50 km długości i wart jest przejechania, bo wrażenia, szczególnie w okolicach Trzyciąża, fantastyczne. Trochę terenu, ale nie zabójczego, trochę przyjemnego szutru, sporo asfaltu, więc dla każdego coś miłego. Ogólnie nie jest to trudny szlak. Chociaż po obfitych opadach deszczu kilka fragmentów może być ciężkich. Ale znam takich, co kochają błotko. Polecam jechać od Trzyciąża do Krakowa. Generalnie jest wtedy z górki.








Szlakiem Dłubni

Ale to jeszcze nie koniec dzisiejszej wycieczki. Kończy się niebieski Szlak Dłubni, lecz ja korzystam dalej z czarnego szlaku rowerowego wokół Krzesławic. Docieram nim do kolejnego zabytku Szlaku Architektury Drewnianej, mianowicie do kościoła pw. Św. Jana Chrzciciela. Świątynia ta wybudowana została w latach 1633- 48 w Jaworniku koło Myślenic. Na obecne miejsce przeniesiona została w latach osiemdziesiątych XX wieku.




Kraków Krzesławice - kościół pw. św. Jana Chrzciciela

Będąc jeszcze pod kościołem do mych uszu dobiega muzyka. Ktoś gra na akordeonie. Początkowo myślałem, że ktoś już zaczął weekendowe imprezowanie. Okazuje się jednak, iż to gospodarz muzeum Jana Matejki przygrywa sobie w wolnej chwili. Dworek Matejki to kolejne i ostatnie już miejsce na mej dzisiejszej liście wycieczki.

Kraków Krzesławice - dworek - muzeum Jana Matejki

Dworek Jana Matejki wybudowany został w 1826 roku. Malarz zakupił go 1876 roku za pieniądze ze sprzedaży jednego obrazu – „Stefan Batory pod Pskowem”. Obecnie właścicielem jest Towarzystwo Przyjaciół Sztuk Pięknych w Krakowie i udostępnia go do zwiedzania. Zobaczyć tu można trochę prac mistrza, kilka reprodukcji. Są też meble z epoki, sztalugi mistrza czy fortepian, na którym grywała jego żona. Ganek dworku jest projektu Matejki. Na tym ganku właśnie gospodarz siada i grywa, gdy nie ma turystów. A ma na to granie sporo czasu gdyż w luźnej rozmowie żali się na brak chętnych do zwiedzenia muzeum. Dlatego spełniając jego prośbę, ale i z własnej woli gorąco zachęcam do odwiedzenia muzeum Jana Matejki w Krakowie Krzesławicach.





Wnętrza dworku

Na odchodne gospodarz zaprasza bym przysiadł na ganku i posłuchał muzyki, lecz grzecznie odmawiam. Spieszę się na pociąg. Po kilku kilometrach docieram do niewielkiej stacji Zastów, stąd pociągiem do podobnie malutkiej stacyjki Tunel, gdzie po dłuższej chwili oczekiwania i opalania się przesiadka na pociąg do Jaroszowca – stacyjki równie nadającej się dla szukających spokoju i samotności, co poprzednie. Jeszcze siedem kilometrów i jestem w domu.

Zastów - stacja PKP 

Super wycieczka. Malowniczy Szlak Dłubni, który już od dawna „chodził” mi po głowie, plus kościół i dworek w Krzesławicach dały naprawdę przyjemną, ale i wartościową wycieczkę. Pogoda dopisała, trasa ogólnie łatwa, co prawda jazda po samym Krakowie to dla mnie mordęga, ale jakoś dałem radę.

Pozdrawiam serdecznie

A tu filmik z trasy 😃