czwartek, 3 sierpnia 2017

„Kończ Waść”, czyli Jurajski Szlak Rowerowy "Orlich Gniazd" - Episode II


Niedziela 16 lipca 

Bydlin – Cieślin – Golczowice – Jaroszowiec – Rabsztyn – Olkusz – Osiek – Zimnodół – Zawada – Racławice – Paczółtowice – Krzeszowice – Tenczynek – Rudno – Brzoskwinia – Kleszczów – Szczyglice – Kraków Bronowice Małe – Kraków Mydlniki PKP:  85 km

Bydlin

Jak nie kapryśna pogoda, to inne jakieś dziwne sprawy odwlekały drugą część wycieczki Jurajskim Szlakiem Rowerowym "Orlich Gniazd". Jednak trzeba kiedyś dokończyć to co zacząłem, więc decyduję, że dokonam tego w nadchodzący weekend. Jako, że sobota zapowiadana jest jako deszczowo burzowy koniec świata (ostatecznie nie padało), postanawiam jechać w niedzielę.

Bydlin

Wczesny poranek wita mnie ślicznym wschodem słońca, ale i chłodem. Drugi etap zaczynam tam gdzie skończyłem pierwszy, czyli w rodzinnym Bydlinie. Na wzgórzu św. Krzyż znajdują się ruiny zamku z XIV wieku. Budowla pełniła funkcje mieszkalne, była też zborem ariańskim i kościołem katolickim. Zniszczony przez Szwedów, później odbudowany jednak z czasem popadł w ruinę. Na zamkowym wzgórzu odnaleźć można pozostałości okopów z czasów I wojny światowej. W listopadzie 1914 roku legioniści Piłsudskiego wraz z wojskami austriackimi stanęli naprzeciw armii rosyjskiej. Na pobliskim cmentarzu leżą polegli w tej bitwie, która znana jest pod nazwą Bitwa pod Krzywopłotami.

Ruiny zamku w Bydlinie

Z Bydlina szlak prowadzi do Golczowic i dalej miłym dla oka liściastym lasem do Jaroszowca. No może zaraz za Golczowicami, po zjeździe z asfaltu w las czeka dość męczący niewielki podjazd po momentami piaszczystej ścieżce, ale to tylko krótki odcinek i później jest już przyjemnie.

Gdzieś na szlaku

Niestety z Jaroszowca do Rabsztyna, który jest następną atrakcją szlaku, droga prowadzi piaszczystym leśnym rozjeżdżonym duktem, który szczególnie jadącym rowerem trekkingowym, dodatkowo objuczonym sakwami, odbierze ochotę do dalszej jazdy. Myślę, że spokojnie do Rabsztyna można dojechać asfaltem albo przez Bogucin, albo przez Pazurek i nie stracimy wiele z uroków szlaku. Oczywiście gdy już pokona się ów piaszczysty fragment dalej jest już łatwo, lecz nie widzę sensu się męczyć. Jeszcze niejeden ciekawy i miły dla oka odcinek czeka na szlaku.

Zamek Rabsztyn

Ja oczywiście, zgodnie z założeniem trzymam się uparcie szlaku. Docieram pod zamek w Rabsztynie. Jak inne zamki na Jurze wybudowany w XIV wieku, zniszczony przez Szwedów później już częściowo tylko zamieszkiwany aż popadł w całkowitą ruinę. Obecnie trwają prace rekonstrukcyjne i mimo iż jeszcze niezakończone można go zwiedzać (choć nie o tak wczesnej porze).

Zamek Rabsztyn

Z Rabsztyna jadę do Olkusza. Jest niedzielny poranek, więc miasto dopiero się budzi. Na ulicach ludzie idący do kościołów na poranne msze oraz ci, którym sobota jeszcze się nie skończyła. Na lody czy pizzę raczej o tej porze nie mam co liczyć.  Zaglądam na stary cmentarz gdzie pochowany jest m.in. płk. Francesco Nullo. Był on dowódcą garibaldczyków, czyli włoskich ochotników biorących udział w powstaniu styczniowym.  Zginął w bitwie pod Krzykawką.

Olkusz - Stary Cmentarz - Grób płk. Francesco Nullo

Z Olkusza szlak wiedzie do Osieka. I tu ostatni raz podczas tej relacji pozwolę sobie zasugerować zmianę trasy i ominięcie fragmentu szlaku. I to nie ze względu na trudność trasy. Szlak prowadzi przez osiedle Pakuska, by później lasem doprowadzić do Osieka. Trasa jest łatwa, ale otoczenie nieciekawe. Podmiejski las to miejsce licznych spotkań miłośników trunków wszelakich i wszędzie wokół widać tego ślady. Nic wartego obejrzenia. Do Osieka z Olkusza polecam jechać asfaltem.

Gdzieś na szlaku

Z Osieka przez Zawadę jadę do Racławic. Czasem potocznie nazywanych Racławicami Olkuskimi, dla odróżnienia od słynnych Racławic koło Miechowa. Bardzo przyjemny, momentami widokowy fragment szlaku prowadzący czasem lasem, czasem pośród pól. W Racławicach zatrzymuję się przy drewnianym kościele pod wezwaniem Narodzenia NMP. Budowla została wzniesiona w 1511 roku. Jest to obiekt leżący na Szlaku Architektury Drewnianej woj. Małopolskiego.

Przed kościołem w Racławicach

W sąsiednich Paczółtowicach, do których prowadzi dalej Szlak Orlich Gniazd również znajduje się zabytkowy drewniany kościół będący także obiektem wspomnianego Szlaku Architektury Drewnianej. Kościół pod wezwaniem Nawiedzenia NMP (Sanktuarium MB Paczółtowickiej) został wybudowany ok. 1510 roku, prawdopodobnie na miejscu jeszcze starszej świątyni.

Kościół w Paczółtowicach

Teraz szlak wiedzie drogą asfaltową. Z Paczółtowic docieram do Doliny Eliaszówki i dalej do Krzeszowic. Samych Krzeszowic nie przejeżdżam zgodnie ze wskazaniami szlaku. Odbijam by w okolicach centrum czegoś się napić. Wracam na szlak nieopodal stacji kolejowej i jadę w kierunku Rudna przez Tenczynek. W Tenczynku zatrzymuję się przy kolejnym obiekcie będącym elementem Szlaku Architektury Drewnianej. Jest nim drewniana dzwonnica z 1748 roku stojąca obok kościoła św. Katarzyny. Po drodze oglądam też Bramę Zwierzyniecką będącą jedną z czterech bram prowadzących na dawne tereny łowieckie Potockich.

Tenczynek - drewniana zabytkowa dzwonnica

Docieram na parking leśny u stóp wzgórza zamkowego, na którym znajdują się ruiny zamku Tenczyn. Z tego miejsca na zamek prowadzi stroma ścieżka. Kiedyś pchałem rower na szczyt dziś, z ciężkim sercem, decyduje się go tu pozostawić. Przypinam mój jednoślad do słupa i maszeruję na zamek. Jako, że kiedyś odwiedziłem już to miejsce nie zamierzam tu długo zabawić. Można objechać wzgórze docierając do Rudna i stamtąd dotrzeć łatwiejszą drogą. Początki zamku sięgają 1319 roku. Jak i inne jurajskie zamki ten również został zniszczony przez Szwedów i później już nie odzyskał swej świetności. W ostatnich latach przeprowadzono szereg prac konserwatorskich i obecnie udostępniony jest do zwiedzania.

Tenczynek - w oddali Brama Zwierzyniecka

Po szybkim zwiedzaniu (w cenie biletu jest możliwość zwiedzenia zamku z przewodnikiem) wracam na parking. Kamień z serca spada, gdy widzę rower stojący tam gdzie go pozostawiłem. Stąd szlak prowadził będzie przyjemną asfaltową, wyłączoną z ruchu samochodowego drogą przez ładnie prezentujący się las. Mijam sporo rowerzystów, biegaczy i spacerowiczów. Po kilku kilometrach docieram do leśniczówki Kopce. Za nią czeka niemiły podjazd wąską, usłaną kamieniami ścieżką. Myślę, że to jedyny tak trudny fragment szlaku na tym etapie, więc nie ma co szukać jakiejś alternatywy tylko pokonać go traktując, jako urozmaicenie, „co by nie było za łatwo”. Później już szlak prowadzi niezbyt wymagającymi szutrami bądź leśnymi lub polnymi drogami gruntowymi.






Rudno - Ruiny zamku Tenczyn

Docieram do miejscowości Brzoskwinia. Stąd do Kleszczowa szlak wiedzie otwartym terenem po szutrowych bądź gruntowych drogach. Nie jest trudno, ale należy uważać gdyż spływająca po opadach woda rzeźbi podłoże i można wpaść w dziurę, lub też koło może ugrzęznąć w naniesionym przez wodę piasku lub żwirku. Jednak rozciągające się widoki rekompensują wszelkie niedogodności.

Gdzieś na szlaku

Z Kleszczowa do Szczyglic znów jadę wygodnymi szutrowymi drogami przez las. Niestety trzeba uważać na oznaczenia szlaku. Na odcinku od leśniczówki Kopce szlak lubi robić psikusy i nagle sobie gdzieś skręcić, co łatwo można przeoczyć. Kilkakrotnie udało mi się nie przegapić takiego skrętu, by ostatecznie przed samymi Szczyglicami jednak przeoczyć odbicie szlaku w bok. Nic wielkiego się nie stało. Nie nadłożyłem wiele drogi, a i przejechałem się malowniczą Doliną Grzybowską. W Szczyglicach szlak znów prowadzi drogą asfaltową, by w Mydlnikach po raz ostatni skierować mnie na szuter, a później polną drogę prowadzącą prawie do końca szlaku. Na asfalt wyjeżdżam już w Bronowicach.

W Dolinie Eliaszówki

Bronowice Małe, pętla tramwajowa – tu kończy się (bądź zaczyna) Jurajski Szlak Rowerowy "Orlich Gniazd" oraz moja dwudniowa z nim przygoda. Jadę jeszcze ok 3 km do stacji Kraków Mydlniki, by dojechać pociągiem na stację Kraków Główny (za nic w świecie nie mam ochoty jechać rowerem przez miasto). Pogoda dopisała, choć jadąc od zamku Tenczyn spadło na mnie dosłownie kilka kropel deszczu. Rozwinęły się jakieś ciemne chmury, ale ostatecznie się rozeszły. Drugi etap prowadził już zdecydowanie łatwiejszymi drogami.

Kraków Bronowice Małe - pętla tramwajowa - Koniec (początek) Jurajskiego Szlaku Rowerowego "Orlich Gniazd"

A teraz kilka słów podsumowania. Szlak jest momentami trudny. Po przeczytaniu pierwszej części mego wpisu można się załamać gdyż tylko piach i piach i sugestie jak piach ów ominąć. Niestety taki już urok tego szlaku. Ale prócz owego nieszczęsnego piachu Szlak Orlich Gniazd to też, przede wszystkim, ruiny średniowiecznych zamków, to inne zabytki, to rezerwaty przyrody, to droga wiodąca raz przyjemnymi dla oka lasami, raz pośród malowniczych pól, to fantastyczne widoki i ciekawe małe miejscowości mijane po drodze. 


Gdzieś na szlaku

Ja jechałem rowerem mtb, a jako, że tu mieszkam nie potrzebowałem jakiegoś większego bagażu, więc można rzec miałem trochę ułatwione zadanie. Jednak ci, którzy wybiorą się tu z całym sprzętem biwakowym zapakowanym na rower trekkingowy będą momentami przeklinać tego, który wyznaczył szlak takimi a nie innymi drogami. Ogólnie uważam, iż przebieg szlaku powinien zostać zmodyfikowany i poprowadzony zdecydowanie łatwiejszymi drogami, tym samym zostać przystosowanym dla turystów wiozących ze sobą spory bagaż oraz dla tych, których kondycja nie pozwala na trudy jazdy typu mtb. Dlatego też pozwoliłem sobie kilkakrotnie zasugerować zmianę trasy i jazdę łatwiejszym odcinkiem niż ten, którym prowadzi szlak. Myślę, że ci, którzy chcą by było trudno i tak są w lepszej sytuacji, gdyż spokojnie mogą wybrać pieszą wersję Szlaku Orlich Gniazd, ewentualnie Szlak Warowni Jurajskich. Jako, że to szlaki piesze to lubiący ostrzejszą jazdę na obu będą mogli zaszaleć. Oczywiście ktoś może się ze mną nie zgadzać twierdząc, że "krew, pot i łzy" to kwintesencja wycieczki. Ok. Sugestie owe to tylko moje prywatne zdanie. Z drugiej zaś strony niby to trudne fragmenty i potrafią zniechęcić, ale jednak prowadzą lasami, więc wokół cisza i spokój, szum drzew, śpiew ptaków i zapach lasu, czyli coś czego wielu szuka i oczekuje po takiej wyprawie.

Widok na krakowskie tramwaje ;)

Co do czasu potrzebnego na pokonanie szlaku. Ja przejechałem w dwa dni. Jestem jednak w tej komfortowej sytuacji, iż wszystkie atrakcje szlaku już kiedyś odwiedziłem, dlatego teraz potraktowałem je bardzo pobieżnie. Jeżeli ktoś przyjedzie tu pierwszy raz sugerowałbym raczej trzy dni na dokładniejsze poznanie terenów i ciekawych miejsc (jak ktoś ma ochotę to i tydzień może tu spędzić i zawsze znajdzie coś ciekawego). Ktoś może stwierdzić, że trzy dni na "tylko" 180 kilometrów to zbyt wiele, ale po pierwsze szlak nie jest łatwy więc i sama jazda zajmuje trochę czasu, po drugie jest tu naprawdę wiele ciekawych miejsc, w których warto się zatrzymać. A jeśli komuś ciągle mało to niech spojrzy w mapę Jury. Jest tu mnóstwo lokalnych szlaków i zawsze można sobie trasę urozmaicić jakimś skokiem w bok.

Gdzieś na szlaku

Co do kierunku jazdy. Ja wybrałem jazdę z Częstochowy do Krakowa i chyba taką opcję bym polecał.


Szlaków u nas dostatek. Każdy znajdzie coś dla siebie

Oznaczenia szlaku. W lasach są widoczne choć czasami na prostym odcinku jest ich od groma, by za chwilę na jakimś skrzyżowaniu zabawić się z nami w chowanego. W terenach zabudowanych bywa z tym różnie. Nieraz nie było gdzie namalować piktogramu, czasem jest w miejscu zupełnie niespodziewanym, a czasem znak jest umieszczony zgodnie z wszelkimi zasadami logiki, lecz jakaś łajza zakryje go naklejając ogłoszenie.

Gdzieś na szlaku

Reasumując – nieważne jakim szlakiem, w którym kierunku, w ile dni, zachęcam do odwiedzenia Jury – warto.

Odznaka "Szlakiem Orlich Gniazd" ustanowiona przez oddział PTTK w Zawierciu.

Pozdrawiam serdecznie i zapraszam gorąco.





poniedziałek, 24 lipca 2017

Z poczucia obowiązku, czyli Jurajski Szlak Rowerowy "Orlich Gniazd" - Episode I


Sobota 24 czerwca

Częstochowa PKP – Kusięta - Olsztyn – Zrębice – Suliszowice – Ostrężnik – Żarki – Mirów – Bobolice – Zdów – Podlesice – Morsko – Skarżyce – Żerkowice – Karlin – Podzamcze – Ryczów – Złożeniec – Smoleń – Krzywopłoty – Bydlin: 115 km


Przyjemny, leśny fragment szlaku

Jura Krakowsko-Częstochowska dla osób spoza regionu jawi się jako kraina ruin średniowiecznych zamków i strażnic oraz "paru" innych atrakcji, które można poznać wędrując Szlakiem Orlich Gniazd. I o ile owe ruiny zamków i strażnic oraz kilka innych atrakcji już zobaczyłem, tak sam szlak jako całość był mi obcy. Szlak pieszy połowicznie przeszedłem w 1999 roku (odcinek Częstochowa - Bydlin). Co do wersji rowerowej to oczywiście podczas mych jurajskich przejażdżek nie sposób było nie korzystać z jego fragmentów, jednak całego szlaku do tej pory nie poznałem.




Na szlaku

A jako że coraz częściej dostaję zapytania i prośby o jakieś bardziej szczegółowe informacje dotyczące tego szlaku (jak jechać, ile dni, w którą stronę łatwiej, itp.) postanowiłem w końcu przejechać Jurajski Szlak Rowerowy "Orlich Gniazd", bo tak oficjalnie brzmi jego nazwa, trzymając się stricte oznaczeń szlaku, bez odstępstw, by mieć w końcu „blade pojęcie” dotyczące tego najbardziej znanego szlaku Jury Krakowsko-Częstochowskiej jako całości. Plan był prosty. 180 (plus dojazdy) kilometrów szlaku w dwa dni. W moim przypadku niekoniecznie kolejne dni  - taki plus mieszkania w miejscowości leżącej niemal w połowie szlaku - mogę jechać kiedy chcę.


Na szlaku

Sobotni poranek wita mnie chłodem, lecz wszystkie stale śledzone przeze mnie prognozy jednogłośnie wieszczą, iż po chłodnym poranku dzień będzie ciepły. I mimo częściowo zachmurzonego nieba padać nie będzie. Po przygotowaniach ruszam na szlak…, ale najpierw muszę się dostać na jeden z jego krańców. Wybieram kierunek z Częstochowy do Krakowa. Jadę, więc najpierw do Łaz, by stamtąd pociągiem dotrzeć do Częstochowy.


Na szlaku

Podróż pociągiem przyjemna, nie było problemu z rowerem. Przed dziewiątą jestem w Częstochowie i zaczynam przygodę. Na Starym Rynku (niedaleko dworca PKP) znajduje się początek szlaku, pamiątkowe zdjęcie pod tablicami informacyjnymi i ruszam. Wyjazd z miasta nie sprawia żadnych kłopotów.


Częstochowa - Stary Rynek. Początek szlaku

Najpierw asfalt, potem bardzo przyjemna utwardzona leśna droga, by w Kusiętach znów wjechać na asfalt i dotrzeć do pozostałości zamku w Olsztynie. Kiedyś już wspomniałem, iż same ruiny jakoś mnie nie zachwycają, ale ich położenie już tak (wzgórze z rewelacyjnymi widokami na okolicę). Zamek powstał za czasów Kazimierza Wielkiego. Różne były jego losy (był m. in. siedzibą starostów, sądu okręgowego i więzieniem królewskim). Zniszczony przez Szwedów.



Ruiny zamku w Olsztynie

Z Olsztyna szlak prowadzi do Zrębic. Początek tego odcinka to nieprzyjemna, piaszczysta droga mało atrakcyjnym lasem. Potem trochę asfaltu i znów nieciekawy leśny fragment. Docieram do Zrębic. Jest to miejscowość związana z kultem św. Idziego. Znajduje się tu zabytkowy drewniany kościół pod wezwaniem tego świętego pochodzący z XVIII wieku. Ze Zrębic drogą asfaltową docieram do Suliszowic. Znajdują się tu pozostałości po XIV wiecznej strażnicy. Jednak owe pozostałości to ledwie fragment muru znajdujący się na skale leżącej na granicy dwóch prywatnych działek. Teren ogrodzony, choć miejscami siatka jest uszkodzona, ja jednak nie korzystam i nie pcham się tam, nie chcąc narazić się na jakieś nieprzyjemności. Z Suliszowic do Ostrężnika, który jest następną atrakcją, szlak wiedzie znów nieprzyjemną piaszczystą drogą, przez miejscami mało atrakcyjny las.  Bym nie popadł w depresję, nierówną walkę z piachem uprzyjemnia mi wszechobecny zapach poziomek, których tu pełno.


Na szlaku

O ile odcinek szlaku z Częstochowy do Olsztyna to jazda lekka, łatwa i przyjemna (jak wspominam w poprzednim akapicie), tak na odcinku Olsztyn – Ostrężnik nie jest już tak różowo. Przedstawiam więc alternatywne sposoby pokonania tego fragmentu szlaku. Można zatem zupełnie pominąć pośrednie atrakcje i z Olsztyna DK 46 jechać do Janowa i stąd przez Złoty Potok do Ostrężnika. Co ważne, rowerowa wersja Szlaku Orlich Gniazd pomija zupełnie Janów i Złoty Potok, a są to prześliczne miejsca, które gorąco polecam odwiedzić. Jeżeli ktoś stwierdzi, że nie chce tylko po asfalcie, to może przed Janowem skręcić na Pabianice i potem, za wskazaniem niebieskiego szlaku rowerowego jechać w kierunku Złotego Potoku bardzo przyjemną leśną drogą zakończoną miłą dla oka aleją klonów. Jeśli ktoś jednak chce zobaczyć Zrębice to może za Olsztynem ze wspomnianej DK 46 skręcić właśnie w kierunku tej miejscowości. A potem zupełnie odpuścić sobie trudno dostępne pozostałości strażnicy w Suliszowicach (i późniejszy nieprzyjemny odcinek szlaku do Ostrężnika) i ze Zrębic asfaltową drogą przez Siedlec dojechać do szosy prowadzącej z Janowa do Żarek i przy okazji po drodze zobaczyć jedną z bardziej znanych skał jury - „Bramę Twardowskiego”.


Na szlaku

Ja jednak, zgodnie z postanowieniem, trzymam się oznaczeń szlaku i za wskazaniami znaków znajdujących się na drzewach, słupach tudzież innych miejscach docieram do Ostrężnika. Ostrężnik to, podobnie jak w przypadku strażnicy w Suliszowicach, ledwo niewielki fragment muru (w tym jednak przypadku łatwo dostępny), pozostałość po budowli, której charakteru badacze się są do końca pewni. Według jednej z hipotez budowla nie została nigdy dokończona. U podnóża skały zamkowej znajduje się Jaskinia Ostrężnicka.



Pozostałości zamku Ostrężnik

U wejścia do Jaskini Ostrężnickiej

Z Ostrężnika aż do Bobolic szlak prowadzi po wygodnych, asfaltowych drogach. W Żarkach kluczę trochę po mieście (odwiedzam Punkt Informacji Turystycznej, potem jakiś mały posiłek), by ostatecznie pośród pól i lasów, przyjemną asfaltową, wyłączoną z ruchu samochodowego drogą dotrzeć do Mirowa. Mirów, pozostałość po dawnym zamku, obecnie prowadzone są tam prace rekonstrukcyjne. Kawałek dalej Bobolice. Odbudowany zamek z XIV wieku. Spędzam tam kilka chwil i ruszam dalej.


Mirów

Z Bobolic do Zdowa znów nieciekawy fragment piaszczystej drogi leśnej. W Zdowie wjazd na asfalt i po jakimś czasie szlak znów skręca w las by omijając górę Zborów doprowadzić do Podlesic. W pewnym momencie wyjeżdżam na polanę, na której znajduje się ekspozycja geologiczna prezentująca różne rodzaje skał występujących na terenie Wyżyny Krakowsko-Częstochowskiej. Po przeciwnej stronie drogi Żarki - Kroczyce swą siedzibę ma Centrum Dziedzictwa Przyrodniczego i Kulturowego Jury. Tam też można zakupić bilet wstępu do udostępnionej do zwiedzania Jaskini Głębokiej. Można ominąć ten fragment nie skręcając z asfaltu w las, jak prowadzi szlak (choć akurat ten odcinek nie jest aż tak ciężki jak niektóre poprzednie), tylko dojechać do wspomnianej drogi Żarki – Kroczyce i tą drogą dojechać do Podlesic. Można również zupełnie ominąć Podlesice i pojechać do Rzędkowic, a tam za wskazaniami żółtego, później czerwonego szlaku dojechać do Morska, które jest następnym punktem na szlaku. Trzymając się ściśle rowerowego Szlaku Orlich Gniazd czeka nas bardzo nieprzyjemny odcinek tuż za Podlesicami, najpierw piach, a później niemiły podjazd (choć z drugiej strony po nudnym początku w sosnowym lesie im bliżej szczytu tym więcej liściastych drzew i jesienią jest tu ślicznie). Nie ukrywam, że poleciłbym opcję całkowitego pominięcia centrum Podlesic. Jadąc przez Rzędkowice zyskujemy łatwiejszy dojazd do Morska (chyba, że ktoś planuje w Podlesicach nocleg - tam co dom to pokoje do wynajęcia, nie wspominając już o hotelu czy pensjonatach).



Bobolice

Morsko to pozostałości średniowiecznego zamku "Bąkowiec". Jedni historycy jego powstanie przypisują Kazimierzowi Wielkiemu, inni zaś Władysławowi Opolczykowi.  Obecnie trwają tam prace zabezpieczające i rekonstrukcyjne. Obok znajduje się ośrodek rekreacyjno-wypoczynkowy. Można tu wypożyczyć rower.


Zamek "Bąkowiec" w Morsku

Z Morska szutrową drogą, potem asfaltem szlak prowadzi do Skarżyc i dalej do Żerkowic. Następnie z Żerkowic wiedzie do Karlina i tu ciekawostka, mianowicie za Skarżycami do szlaku rowerowego dołącza pieszy Szlak Orlich Gniazd. Razem prowadzą przez Żerkowice i zaraz za miejscowością się rozdzielają. W tym wypadku wygodniej jest podążyć szlakiem pieszym. Oba spotkają się w Karlinie, lecz szlak rowerowy prowadzi piaszczystymi fragmentami natomiast pieszy wiedzie początkowo polną, otoczoną ładnymi widokami drogą, by potem wprowadzić w las i biec grzbietem ciekawego wąwozu.

Z Karlina asfaltem pośród pól usłanych makami jadę przez Bzów do Podzamcza i ruin zamku Ogrodzieniec. To chyba najbardziej okazałe ruiny na Szlaku Orlich Gniazd. Ludzi tłum, więc po krótkiej chwili pośród murów jadę dalej.



Podzamcze - zamek "Ogrodzieniec"

Szlak prowadzi leśną drogą do miejscowości Ryczów. Znów można sobie pozwolić na ominięcie tego fragmentu i wybrać asfaltową opcję dojazdu do Ryczowa. W Ryczowie na szczycie wyniosłej skały znajdują się niewielkie pozostałości po XIV wiecznej strażnicy, która prawdopodobnie już w XV wieku uległa zniszczeniu podczas najazdu Czechów.


Skała z pozostałościami strażnicy w Ryczowie

Z Ryczowa cały czas asfaltową drogą przez Złożeniec szlak prowadzi do Smolenia. Tu znajdują się ruiny zamku z XIV wieku zbudowanego przez Ottona z Pilczy. Od 2012 trwała częściowa rekonstrukcja i zabezpieczenie murów. Obecnie można zwiedzać ładnie zachowane ruiny z bonusem w postaci tarasu widokowego na zamkowej wieży. Fantastyczne widoki na okolicę, a w szczególności na Dolinę Wodącej, do której poprowadzi mnie dalej szlak. 


Zamek Pilcza w Smoleniu

Dolina Wodącej. Zaraz za Smoleniem mijam znajdujące się w oddali Zegarowe Skały. Docieram do wiat postojowych pod skałą Biśnik. Dalej szlak po kilkuset metrach odbija prowadząc w górę. Najpierw podjazd szutrową drogą, potem leśna gruntowa droga zupełnie zniszczona i rozjechana przez ciężki sprzęt leśników, a na koniec zarośnięta, widać niezbyt często używana ścieżka prowadząca do Gór Bydlińskich (przysiółek Bydlina). Dalej przez Krzywopłoty do Bydlina jest łatwo (asfalt, szuter).  Z czystym sumieniem polecam ominąć ten fragment i spod skały Biśnik jechać prosto do końca Doliny Wodącej w miejscowości Domaniewice i stąd kierować się na Bydlin.


Góry Bydlińskie - rozjeżdżony szlak

Bydlin. Koniec pierwszej części przejazdu Jurajskim Szlakiem Rowerowym "Orlich Gniazd". Nie ukrywam, że nie była to łatwa wycieczka. Sporo podjazdów, piaszczyste odcinki. Nie było lekko. Ale też nie ma co narzekać gdyż to naprawdę piękne tereny. Pogoda dopisała, więc wielu rowerzystów spotkałem dziś na szlaku. Łączny dystans dnia to 140 km z czego odcinek Częstochowa - Bydlin to 115 km. (Według jednego z przewodników, które posiadam ten odcinek ma 104 km, lecz dodać trzeba kilka zabłądzeń, kluczenie po Żarkach za posiłkiem i kilkoma innymi rzeczami). Część druga… jak będzie czas. Wtedy też pozwolę sobie na całościowe podsumowanie. A na razie...

Pozdrawiam serdecznie.