sobota, 16 września 2017

Wyjazd nie do końca przemyślany, czyli urzędowo do Bochni

Piątek 8 września

Bochnia PKP – Nowy Wiśnicz – Leksandrowa – Lipnica Górna – Lipnica Murowana – Lipnica Górna – Borówna - Chronów – Kobyle – Stary Wiśnicz – Brzeźnica – Łazy – Rzezawa PKP: 45 km

Miałem sprawę do załatwienia w Bochni. Co prawda mógłbym się wyrobić w pół dnia, lecz przezornie wziąłem dzień wolnego w pracy (sprawa do załatwienia tylko w dzień roboczy). A skoro już mam dzień do dyspozycji postanawiam, więc… zabrać ze sobą rower. W plecaku prócz papierów urzędowych ląduje mapa, a w głowie ogólny plan wycieczki.

W drodze

Piątkowy poranek chłodny, lecz słoneczny. Przede mną 30 kilometrów dojazdu do Miechowa na stację. Najpierw pociąg do Krakowa, później przesiadka na jadący do Tarnowa. W Bochni wysiadam kilka minut po jedenastej. Załatwienie sprawy zajmuje mi dosłownie 21 minut. A potem już hulaj dusza. Od razu kupiłem bilet powrotny na godzinę 15.50. Tyle czasu powinno starczyć.

Okolice Borównej

W samej Bochni zatrzymuję się przy pierwszej atrakcji dzisiejszej wycieczki. Ale nie jest to kopalnia soli (na to przyjdzie czas kiedy indziej), lecz zabytkowa drewniana dzwonnica przy kościele św. Mikołaja. Pochodzi ona z pierwszej połowy XVI wieku. Dokładnie została wybudowana w… 1991 roku. Tak, to nie literówka w tekście. Autentyczna, szesnastowieczna dzwonnica spłonęła w 1987 roku a ta stojąca obecnie jest jej wierną rekonstrukcją. 

Bochnia - rekonstrukcja szesnastowiecznej dzwonnicy

Ruszam na południe do Nowego Wiśnicza. Wjeżdżając do miasta od razu rzuca się w oczy słynny wiśnicki zamek, lecz ja omijam go i jadę odwiedzić o wiele skromniejsze, ale jakże urokliwe miejsce, jakim jest drewniany dworek „Koryznówka” i mieszczące się w nim muzeum pamiątek po Janie Matejce.

Nowy Wiśnicz - Dworek "Koryznówka". Muzeum pamiątek po J. Matejce

„Koryznówka” to zwyczajowa nazwa drewnianego dworku wzniesionego w połowie XIX wieku przez rodzinę Serafińskich nieopodal zamku w Nowym Wiśniczu. Z tą rodziną zaprzyjaźniony od młodych lat był Jan Matejko, tu spędzał wakacje. Zostało po nim wiele skrzętnie zbieranych przez rodzinę Serafińskich pamiątek m. in. szkice, przedmioty codziennego użytku, (fortepian, na którym grywał Matejko – tak tak, Chopinem to nie był, ale umiał nie tylko malować). Ciekawostką jest to, iż dworek cały czas jest w rękach owej rodziny. Na mocy porozumienia zawartego z Muzeum Okręgowym w Tarnowie trzy pomieszczenia dworku zajmuje ekspozycja a reszta budynku jest zwyczajnie zamieszkana. I niby to tylko trzy niewielkie pomieszczenia, ale mnogość eksponatów oraz interesujący i ciekawy sposób opowiadania o nich przez panią przewodnik powodują, że nie można stąd wyjść niezadowolonym. Gdy ja kupuję bilet i jakąś tam pamiątkę w bramie pojawia się małżeństwo również zainteresowane zwiedzeniem muzeum. W czasie, gdy oni nabywają bilety ja siadam na ławeczce przed dworkiem, a obok przechadza się… paw. Co prawda nie tak dumnie jak na pawia przystało, wręcz płochliwie, ale miło jest popatrzeć na to urocze żyjątko. Okazuje się, że właściciele „Koryznówki” hodują kilka pawi. Z Nowego Wiśnicza jadę do Lipnicy Murowanej.

Jeden z "mieszkańców" "Koryznówki".

Lipnica Murowana. Znajduje się tu jeden z najstarszych i najcenniejszych kościołów drewnianych w Małopolsce. Kościół pw. Św. Leonarda pochodzi z końca XV wieku. W roku 2003 obiekt został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego i Naturalnego UNESCO. Podziwiając wnętrze świątyni ucinam sobie miłą pogawędkę z panią przewodnik. Niestety mój śmieszny aparacik obraził się na mnie za to, że wyłączyłem mu lampę błyskową i za karę nie chciał zrobić udanych zdjęć wnętrza.

Lipnica Murowana - Kościół pw. św. Leonarda

Czas jednak biegnie nieubłaganie i najwyższa pora wracać. Zatrzymuje się jeszcze na krótki postój w centrum Lipnicy i ruszam w drogę powrotną. Samo centrum miejscowości to miły ryneczek otoczony urokliwymi podcieniowymi domami, w których mieszczą się różnorakie punkty usługowe (pizza, lody itp.)

Lipnica Murowana - Przyjemny ryneczek

Nie wracam jednak tą sama trasą tylko delektując się pięknymi widokami pogórza kieruję się na Chronów gdzie znajduje się kolejny drewniany kościół. Może nie tak sławny i cenny jak ten w Lipnicy, ale również warty zobaczenia. Kościół pw. Ducha Świętego zbudowany został w 1685 roku i w swej historii był kilkakrotnie przebudowywany.

Chronów - Kościół pw. Ducha Świętego

Z Chronowa przez Stary Wiśnicz jadę do Brzeźnicy. Znajduje się tu drewniany kościół pw. Św. Piotra i Pawła i św. Stanisława Biskupa. Pochodzi on z 1632 roku, rozbudowany w 1892r. Jako, że do planowanego odjazdu pociągu zostało już naprawdę niewiele czasu, więc możliwie szybkim tempem pokonuje ostatnie kilka kilometrów dzielące mnie od stacji kolejowej w Rzezawie, dokąd docieram z dość sporym zapasem czasu.

Brzeźnica - Kościół pw. św. Piotra i Pawła i św. Stanisława Biskupa

Wycieczka, krótka, lecz bardzo ciekawa. Zarówno dzwonnica w Bochni jak i zobaczone kościoły oraz centrum Lipnicy Murowanej to obiekty leżące na Szlaku Architektury Drewnianej województwa Małopolskiego, której to atrakcji turystycznej chyba powoli staję się wielkim fanem. Wycieczka uświadomiła mi, że sposób w jaki obieram dystans i obliczam czas do pokonania owego dystansu potrzebny w trakcie wycieczek po Jurze nie sprawdza się w tych terenach. Z racji tego właśnie przeliczenia się nie odwiedziłem jednego miejsca, które „wpadło” mi w oko przeglądając mapę tych okolic. Po prostu brakło mi już czasu. Można rzec, że dzisiejszy wyjazd był pewnym przetarciem i lekcją organizacji przed kolejnymi wyprawami w te strony a, że atrakcji tu moc to zapewne kiedyś jeszcze je odwiedzę. Pogoda dopisała i mam nadzieję, że jeszcze będzie łaskawa pozwalając na kilka wycieczek w tym roku.


Pozdrawiam serdecznie.

niedziela, 3 września 2017

Z deszczem w ustach czyli ziemia oświęcimska

Sobota 26 sierpnia

Bydlin – Jaroszowiec –Pazurek – Olkusz – Witeradów – Niesułowice – Myślachowice – Trzebinia – Piła Kościelecka – Bolęcin – Płaza – Wygiełzów – Babice – Jankowice – Zator – Spytkowice – Zator – Polanka Wielka – Poręba Wielka – Grojec – Oświęcim – Chełmek – Jaworzno (Byczyna – Ciężkowice - Szczakowa) – Bukowno – Bolesław – Klucze – Golczowice – Cieślin – Bydlin: 180 km

Bydlin

Muszę ze wstydem przyznać, iż do wiosny tego roku Oświęcim, pod względem turystyczno – krajoznawczym, kojarzył mi się tylko z obozem koncentracyjnym. Aż pewnego wiosennego paskudnego dzionka tęskniąc za ciepłem i rowerowymi przejażdżkami,  gapiąc się w mapę, snując przy tym swe tegoroczne plany wycieczkowe, zauważyłem symbol zamku. Okazało się, iż w Oświęcimiu jest zamek i to nie ruiny a piękny, odrestaurowany obiekt, w którym mieści się muzeum. I tak też ów zamek zapisałem w mej pamięci w folderze „kiedyś tam pojadę”. Początkowo zakładałem skorzystać z pociągu, by dotrzeć do Oświęcimia i rowerem pokręcić trochę po okolicy, lecz plany mają to do siebie, iż lubią się zmieniać. Ostatecznie zdecydowałem całą trasę pokonać na dwóch kołach. I tak też się stało.

Jaroszowiec

Tradycyjnie w ciągu tygodnia z uwagą śledzę prognozy pogody, a te z dnia na dzień są coraz mniej pocieszające. W piątkowy wieczór wszystkie zgodnie twierdzą, iż w sobotę należy spodziewać się lokalnych, przelotnych opadów deszczu. Niestety lato zbliża się już ku końcowi, dni coraz krótsze, poranki i wieczory są już po prostu zimne, tym samym coraz mniej okazji do długich rowerowych wyjazdów. Dlatego po cichu licząc na „lokalność” przepowiadanych opadów deszczu decyduję się jechać mimo wszystko, z nadzieją, że może akurat na trasie mej wycieczki nie będzie padać. Z drugiej strony trochę pieniędzy poszło na te wszystkie przeciwdeszczowe cuda, więc niech na siebie zapracują.

Spytkowice - bocianie gniazdo na... syrenie strażackiej

Sobotni poranek zimny i pochmurny. Zaczynają dopadać mnie wątpliwości, lecz szybko je przezwyciężam i z pewnym opóźnieniem w stosunku do planu pierwotnego ruszam w trasę. Kieruję się na Trzebinię, czyli najpierw obwodnicą Olkusza w kierunku Niesułowic, potem Myślachowice i Trzebinia. Za Olkuszem zza chmur zaczyna wyglądać słońce, robi się cieplej. Za Niesułowicami asfalt mokry po niedawnych opadach. W Trzebini robię przystanek przy Dworku Zieleniewskich. Jest to zabytkowa rezydencja, której historia sięga XIII wieku. Nazwa pochodzi od ostatnich właścicieli. Na początku lat dziewięćdziesiątych został własnością gminy Trzebinia. Obecnie zarządza nim Trzebińskie Centrum Kultury organizując tu wiele różnych wydarzeń kulturalnych. Obok dworu znajduje się zabytkowy park.

Trzebinia - Dwór Zieleniewskich

Z Trzebini kieruję się na południe i przez Piłę Kościelecką i Bolęcin docieram do miejscowości Płaza. Znajduje się tu pałac Starzeńskich otoczony zabytkowym parkiem. Wybudowany w pierwszej połowie XIX wieku, gruntownie przebudowany w latach 1900 – 1901, po tym jak majątek przeszedł na własność hr. Adama Starzeńskiego (stąd nazwa). Po wojnie pałac został zaadaptowany na dom pomocy społecznej i taką funkcję pełni do dziś.

Płaza - Pałac Starzeńskich

Z Płazy przez Wygiełzów i Babice jadę dalej w kierunku południowym. Przed Zatorem zatrzymuje się na chwilę na moście na Wiśle i spostrzegam groźnie wyglądające chmury ciągnące z zachodu. Niestety nie muszę długo czekać na to, co nieuniknione. Jeszcze przed wjazdem do miasta zaczyna kropić. Chronię się na stacji benzynowej, gdzie robię sobie przerwę na małe co nieco. W międzyczasie rozpadało się już na dobre. Po dłuższej chwili postoju dochodzę do wniosku, że nie ma co czekać, wskakuje w przeciwdeszczowe wynalazki i ruszam. W Zatorze wjeżdżam na DK 44 w kierunku Krakowa i w deszczu jadę do Spytkowic.

Wisła

Spytkowice. Znajduje się tu zamek zbudowany w pierwszej połowie XVI wieku przez kasztelana sądeckiego Wawrzyńca Myszkowskiego. Rozbudowany i znacznie przekształcony przed 1630 rokiem przez biskupa krakowskiego Marcina Szyszkowskiego. Ostatnimi właścicielami byli Potoccy. Po zniszczeniach wojennych zamek odbudowano w drugiej połowie XX wieku. Obecnie jest własnością skarbu państwa, mieści się tu ekspozytura Krakowskiego Archiwum Państwowego. Niestety, jako że dziś sobota nie ma tu żywej duszy i muszę zadowolić się podziwianiem zamku zza ogrodzenia.


Zamek w Spytkowicach

Wracam z powrotem DK 44 do Zatoru. Jeszcze w Spytkowicach zatrzymuję się w malutkim sklepiku gdzie ucinam sobie miłą pogawędkę z panią tam sprzedającą. Przestaje też padać. W Zatorze znajduje się pochodzący z XV wieku zamek, lecz nie zaglądam tam tyko jadę dalej. Jeżeli końcówka lata, względnie początek jesieni będą łaskawe, to jeszcze odwiedzę miasto i wtedy przyjrzę się temu zabytkowi.

Rzeka Skawa

Pierwotnie odcinek Zator – Oświęcim planowałem pokonać jakimiś lokalnymi szlakami rowerowymi, później, gdy okazało się, iż Wiślana Trasa Rowerowa na tym odcinku jest już gotowa to nią chciałem pojechać, lecz dowiedziałem się, że w okolicach Oświęcimia znajduje się kilka drewnianych kościółków leżących na Szlaku Architektury Drewnianej Województwa Małopolskiego, więc postanowiłem je odwiedzić, a przejazd wspomnianą WTR odłożyć na inny czas. Z Zatoru jadę, więc pośród malowniczych pól lokalnymi drogami i docieram do miejscowości Polanka Wielka, gdzie znajduje się pierwszy z owych drewnianych obiektów. Powstanie kościoła pw. św. Mikołaja datowane jest na XVI wiek. W 1658 roku został przebudowany. W Polance Wielkiej znajduje się też zespół pałacowo-parkowy, lecz nie docieram do niego. Po krótkim postoju przy kościółku ruszam dalej do nieodległej Poręby Wielkiej. W międzyczasie zupełnie się rozpogodziło, do tego robi się niemal gorąco, co mnie jednak wcale nie martwi.

Polanka Wielka - kościół pw. św. Mikołaja

Poręba Wielka. Kościół pw. św. Bartłomieja powstał w XVI wieku i jest jednym z najstarszych na pogórzu śląskim. Zanim dojeżdżam do wspomnianego kościoła oglądam pochodzący z XIX wieku pałac, w którym obecnie mieści się szkoła.

Poręba Wielka - kościół pw. św. Bartłomieja
Poręba Wielka - XIX-wieczny pałacyk, obecnie mieści się tu szkoła

Z Poręby Wielkiej udaję się do Grojca gdzie znajduje się kościół pw. św. Wawrzyńca. Jest to drewniano – murowany obiekt wybudowany w 1671 roku z fundacji Zygmunta Porębskiego. Od tego czasu był kilkakrotnie przebudowywany.

Grojec - kościół pw. św. Wawrzyńca

Z Grojca kieruję się na północ i po kilku kilometrach docieram do głównego celu mej dzisiejszej wycieczki czyli zamku w Oświęcimiu. Pierwsze wzmianki o kasztelanii oświęcimskiej pochodzą z XII wieku. Oczywiście burzliwe dzieje spowodowały wiele zmian w jego wyglądzie, lecz generalnie od XVI wieku zamek powoli chylił się ku upadkowi. Swoje palce w jego zniszczeniu maczali też Szwedzi. W początkach XX wieku zaczęła się odbudowa zamku. W czasie II wojny światowej był siedzibą niemieckich władz okupacyjnych. Obecnie jest własnością miasta. W początkach XXI wieku doczekał się kolejnego remontu i od 2010 roku jest siedzibą muzeum.

Zamek w Oświęcimiu


W zamkowej wieży




Widoki z zamkowej wieży

Muzeum prezentuje zbiory historyczne i etnograficzne. Zobaczyć tu można wystawę archeologiczną prezentującą eksponaty, które odnaleziono podczas prac wykopaliskowych prowadzonych na terenie zamkowego wzgórza. Jest wystawa o tematyce religijnej prezentująca przedmioty związane z chrześcijaństwem i judaizmem. Jest wystawa etnograficzna, na której zapoznamy się z wyglądem i wyposażeniem mieszkań z początku XX wieku, zarówno katolików, jak i Żydów. Są też wystawione eksponaty kojarzone z działalnością różnych organizacji społecznych, czyli m.in. przedmioty związane ze strażą pożarną, z harcerstwem, z organizacjami sportowymi. Oczywiście jak na rasowy zamek przystało jest wieża, z której podziwiać możemy panoramę miasta. Oświęcimski zamek to główna, ale też i ostatnia atrakcja podczas mej dzisiejszej wycieczki, więc jeszcze tylko wydostać się z miasta i do domu.









Muzeum zamkowe

Przez Chełmek, Jaworzno (Byczyna, Ciężkowice, Szczakowa), Bukowno i Klucze docieram do domu. Dystans spory, pogoda zmienna ale wycieczka arcyciekawa. Żałuję, że nie odwiedziłem jeszcze kilku miejsc, lecz jest to tylko powód by znów wrócić na malowniczą, ciekawą i wartą poznania ziemię oświęcimską.


Pozdrawiam serdecznie

czwartek, 3 sierpnia 2017

„Kończ Waść”, czyli Jurajski Szlak Rowerowy "Orlich Gniazd" - Episode II


Niedziela 16 lipca 

Bydlin – Cieślin – Golczowice – Jaroszowiec – Rabsztyn – Olkusz – Osiek – Zimnodół – Zawada – Racławice – Paczółtowice – Krzeszowice – Tenczynek – Rudno – Brzoskwinia – Kleszczów – Szczyglice – Kraków Bronowice Małe – Kraków Mydlniki PKP:  85 km

Bydlin

Jak nie kapryśna pogoda, to inne jakieś dziwne sprawy odwlekały drugą część wycieczki Jurajskim Szlakiem Rowerowym "Orlich Gniazd". Jednak trzeba kiedyś dokończyć to co zacząłem, więc decyduję, że dokonam tego w nadchodzący weekend. Jako, że sobota zapowiadana jest jako deszczowo burzowy koniec świata (ostatecznie nie padało), postanawiam jechać w niedzielę.

Bydlin

Wczesny poranek wita mnie ślicznym wschodem słońca, ale i chłodem. Drugi etap zaczynam tam gdzie skończyłem pierwszy, czyli w rodzinnym Bydlinie. Na wzgórzu św. Krzyż znajdują się ruiny zamku z XIV wieku. Budowla pełniła funkcje mieszkalne, była też zborem ariańskim i kościołem katolickim. Zniszczony przez Szwedów, później odbudowany jednak z czasem popadł w ruinę. Na zamkowym wzgórzu odnaleźć można pozostałości okopów z czasów I wojny światowej. W listopadzie 1914 roku legioniści Piłsudskiego wraz z wojskami austriackimi stanęli naprzeciw armii rosyjskiej. Na pobliskim cmentarzu leżą polegli w tej bitwie, która znana jest pod nazwą Bitwa pod Krzywopłotami.

Ruiny zamku w Bydlinie

Z Bydlina szlak prowadzi do Golczowic i dalej miłym dla oka liściastym lasem do Jaroszowca. No może zaraz za Golczowicami, po zjeździe z asfaltu w las czeka dość męczący niewielki podjazd po momentami piaszczystej ścieżce, ale to tylko krótki odcinek i później jest już przyjemnie.

Gdzieś na szlaku

Niestety z Jaroszowca do Rabsztyna, który jest następną atrakcją szlaku, droga prowadzi piaszczystym leśnym rozjeżdżonym duktem, który szczególnie jadącym rowerem trekkingowym, dodatkowo objuczonym sakwami, odbierze ochotę do dalszej jazdy. Myślę, że spokojnie do Rabsztyna można dojechać asfaltem albo przez Bogucin, albo przez Pazurek i nie stracimy wiele z uroków szlaku. Oczywiście gdy już pokona się ów piaszczysty fragment dalej jest już łatwo, lecz nie widzę sensu się męczyć. Jeszcze niejeden ciekawy i miły dla oka odcinek czeka na szlaku.

Zamek Rabsztyn

Ja oczywiście, zgodnie z założeniem trzymam się uparcie szlaku. Docieram pod zamek w Rabsztynie. Jak inne zamki na Jurze wybudowany w XIV wieku, zniszczony przez Szwedów później już częściowo tylko zamieszkiwany aż popadł w całkowitą ruinę. Obecnie trwają prace rekonstrukcyjne i mimo iż jeszcze niezakończone można go zwiedzać (choć nie o tak wczesnej porze).

Zamek Rabsztyn

Z Rabsztyna jadę do Olkusza. Jest niedzielny poranek, więc miasto dopiero się budzi. Na ulicach ludzie idący do kościołów na poranne msze oraz ci, którym sobota jeszcze się nie skończyła. Na lody czy pizzę raczej o tej porze nie mam co liczyć.  Zaglądam na stary cmentarz gdzie pochowany jest m.in. płk. Francesco Nullo. Był on dowódcą garibaldczyków, czyli włoskich ochotników biorących udział w powstaniu styczniowym.  Zginął w bitwie pod Krzykawką.

Olkusz - Stary Cmentarz - Grób płk. Francesco Nullo

Z Olkusza szlak wiedzie do Osieka. I tu ostatni raz podczas tej relacji pozwolę sobie zasugerować zmianę trasy i ominięcie fragmentu szlaku. I to nie ze względu na trudność trasy. Szlak prowadzi przez osiedle Pakuska, by później lasem doprowadzić do Osieka. Trasa jest łatwa, ale otoczenie nieciekawe. Podmiejski las to miejsce licznych spotkań miłośników trunków wszelakich i wszędzie wokół widać tego ślady. Nic wartego obejrzenia. Do Osieka z Olkusza polecam jechać asfaltem.

Gdzieś na szlaku

Z Osieka przez Zawadę jadę do Racławic. Czasem potocznie nazywanych Racławicami Olkuskimi, dla odróżnienia od słynnych Racławic koło Miechowa. Bardzo przyjemny, momentami widokowy fragment szlaku prowadzący czasem lasem, czasem pośród pól. W Racławicach zatrzymuję się przy drewnianym kościele pod wezwaniem Narodzenia NMP. Budowla została wzniesiona w 1511 roku. Jest to obiekt leżący na Szlaku Architektury Drewnianej woj. Małopolskiego.

Przed kościołem w Racławicach

W sąsiednich Paczółtowicach, do których prowadzi dalej Szlak Orlich Gniazd również znajduje się zabytkowy drewniany kościół będący także obiektem wspomnianego Szlaku Architektury Drewnianej. Kościół pod wezwaniem Nawiedzenia NMP (Sanktuarium MB Paczółtowickiej) został wybudowany ok. 1510 roku, prawdopodobnie na miejscu jeszcze starszej świątyni.

Kościół w Paczółtowicach

Teraz szlak wiedzie drogą asfaltową. Z Paczółtowic docieram do Doliny Eliaszówki i dalej do Krzeszowic. Samych Krzeszowic nie przejeżdżam zgodnie ze wskazaniami szlaku. Odbijam by w okolicach centrum czegoś się napić. Wracam na szlak nieopodal stacji kolejowej i jadę w kierunku Rudna przez Tenczynek. W Tenczynku zatrzymuję się przy kolejnym obiekcie będącym elementem Szlaku Architektury Drewnianej. Jest nim drewniana dzwonnica z 1748 roku stojąca obok kościoła św. Katarzyny. Po drodze oglądam też Bramę Zwierzyniecką będącą jedną z czterech bram prowadzących na dawne tereny łowieckie Potockich.

Tenczynek - drewniana zabytkowa dzwonnica

Docieram na parking leśny u stóp wzgórza zamkowego, na którym znajdują się ruiny zamku Tenczyn. Z tego miejsca na zamek prowadzi stroma ścieżka. Kiedyś pchałem rower na szczyt dziś, z ciężkim sercem, decyduje się go tu pozostawić. Przypinam mój jednoślad do słupa i maszeruję na zamek. Jako, że kiedyś odwiedziłem już to miejsce nie zamierzam tu długo zabawić. Można objechać wzgórze docierając do Rudna i stamtąd dotrzeć łatwiejszą drogą. Początki zamku sięgają 1319 roku. Jak i inne jurajskie zamki ten również został zniszczony przez Szwedów i później już nie odzyskał swej świetności. W ostatnich latach przeprowadzono szereg prac konserwatorskich i obecnie udostępniony jest do zwiedzania.

Tenczynek - w oddali Brama Zwierzyniecka

Po szybkim zwiedzaniu (w cenie biletu jest możliwość zwiedzenia zamku z przewodnikiem) wracam na parking. Kamień z serca spada, gdy widzę rower stojący tam gdzie go pozostawiłem. Stąd szlak prowadził będzie przyjemną asfaltową, wyłączoną z ruchu samochodowego drogą przez ładnie prezentujący się las. Mijam sporo rowerzystów, biegaczy i spacerowiczów. Po kilku kilometrach docieram do leśniczówki Kopce. Za nią czeka niemiły podjazd wąską, usłaną kamieniami ścieżką. Myślę, że to jedyny tak trudny fragment szlaku na tym etapie, więc nie ma co szukać jakiejś alternatywy tylko pokonać go traktując, jako urozmaicenie, „co by nie było za łatwo”. Później już szlak prowadzi niezbyt wymagającymi szutrami bądź leśnymi lub polnymi drogami gruntowymi.






Rudno - Ruiny zamku Tenczyn

Docieram do miejscowości Brzoskwinia. Stąd do Kleszczowa szlak wiedzie otwartym terenem po szutrowych bądź gruntowych drogach. Nie jest trudno, ale należy uważać gdyż spływająca po opadach woda rzeźbi podłoże i można wpaść w dziurę, lub też koło może ugrzęznąć w naniesionym przez wodę piasku lub żwirku. Jednak rozciągające się widoki rekompensują wszelkie niedogodności.

Gdzieś na szlaku

Z Kleszczowa do Szczyglic znów jadę wygodnymi szutrowymi drogami przez las. Niestety trzeba uważać na oznaczenia szlaku. Na odcinku od leśniczówki Kopce szlak lubi robić psikusy i nagle sobie gdzieś skręcić, co łatwo można przeoczyć. Kilkakrotnie udało mi się nie przegapić takiego skrętu, by ostatecznie przed samymi Szczyglicami jednak przeoczyć odbicie szlaku w bok. Nic wielkiego się nie stało. Nie nadłożyłem wiele drogi, a i przejechałem się malowniczą Doliną Grzybowską. W Szczyglicach szlak znów prowadzi drogą asfaltową, by w Mydlnikach po raz ostatni skierować mnie na szuter, a później polną drogę prowadzącą prawie do końca szlaku. Na asfalt wyjeżdżam już w Bronowicach.

W Dolinie Eliaszówki

Bronowice Małe, pętla tramwajowa – tu kończy się (bądź zaczyna) Jurajski Szlak Rowerowy "Orlich Gniazd" oraz moja dwudniowa z nim przygoda. Jadę jeszcze ok 3 km do stacji Kraków Mydlniki, by dojechać pociągiem na stację Kraków Główny (za nic w świecie nie mam ochoty jechać rowerem przez miasto). Pogoda dopisała, choć jadąc od zamku Tenczyn spadło na mnie dosłownie kilka kropel deszczu. Rozwinęły się jakieś ciemne chmury, ale ostatecznie się rozeszły. Drugi etap prowadził już zdecydowanie łatwiejszymi drogami.

Kraków Bronowice Małe - pętla tramwajowa - Koniec (początek) Jurajskiego Szlaku Rowerowego "Orlich Gniazd"

A teraz kilka słów podsumowania. Szlak jest momentami trudny. Po przeczytaniu pierwszej części mego wpisu można się załamać gdyż tylko piach i piach i sugestie jak piach ów ominąć. Niestety taki już urok tego szlaku. Ale prócz owego nieszczęsnego piachu Szlak Orlich Gniazd to też, przede wszystkim, ruiny średniowiecznych zamków, to inne zabytki, to rezerwaty przyrody, to droga wiodąca raz przyjemnymi dla oka lasami, raz pośród malowniczych pól, to fantastyczne widoki i ciekawe małe miejscowości mijane po drodze. 


Gdzieś na szlaku

Ja jechałem rowerem mtb, a jako, że tu mieszkam nie potrzebowałem jakiegoś większego bagażu, więc można rzec miałem trochę ułatwione zadanie. Jednak ci, którzy wybiorą się tu z całym sprzętem biwakowym zapakowanym na rower trekkingowy będą momentami przeklinać tego, który wyznaczył szlak takimi a nie innymi drogami. Ogólnie uważam, iż przebieg szlaku powinien zostać zmodyfikowany i poprowadzony zdecydowanie łatwiejszymi drogami, tym samym zostać przystosowanym dla turystów wiozących ze sobą spory bagaż oraz dla tych, których kondycja nie pozwala na trudy jazdy typu mtb. Dlatego też pozwoliłem sobie kilkakrotnie zasugerować zmianę trasy i jazdę łatwiejszym odcinkiem niż ten, którym prowadzi szlak. Myślę, że ci, którzy chcą by było trudno i tak są w lepszej sytuacji, gdyż spokojnie mogą wybrać pieszą wersję Szlaku Orlich Gniazd, ewentualnie Szlak Warowni Jurajskich. Jako, że to szlaki piesze to lubiący ostrzejszą jazdę na obu będą mogli zaszaleć. Oczywiście ktoś może się ze mną nie zgadzać twierdząc, że "krew, pot i łzy" to kwintesencja wycieczki. Ok. Sugestie owe to tylko moje prywatne zdanie. Z drugiej zaś strony niby to trudne fragmenty i potrafią zniechęcić, ale jednak prowadzą lasami, więc wokół cisza i spokój, szum drzew, śpiew ptaków i zapach lasu, czyli coś czego wielu szuka i oczekuje po takiej wyprawie.

Widok na krakowskie tramwaje ;)

Co do czasu potrzebnego na pokonanie szlaku. Ja przejechałem w dwa dni. Jestem jednak w tej komfortowej sytuacji, iż wszystkie atrakcje szlaku już kiedyś odwiedziłem, dlatego teraz potraktowałem je bardzo pobieżnie. Jeżeli ktoś przyjedzie tu pierwszy raz sugerowałbym raczej trzy dni na dokładniejsze poznanie terenów i ciekawych miejsc (jak ktoś ma ochotę to i tydzień może tu spędzić i zawsze znajdzie coś ciekawego). Ktoś może stwierdzić, że trzy dni na "tylko" 180 kilometrów to zbyt wiele, ale po pierwsze szlak nie jest łatwy więc i sama jazda zajmuje trochę czasu, po drugie jest tu naprawdę wiele ciekawych miejsc, w których warto się zatrzymać. A jeśli komuś ciągle mało to niech spojrzy w mapę Jury. Jest tu mnóstwo lokalnych szlaków i zawsze można sobie trasę urozmaicić jakimś skokiem w bok.

Gdzieś na szlaku

Co do kierunku jazdy. Ja wybrałem jazdę z Częstochowy do Krakowa i chyba taką opcję bym polecał.


Szlaków u nas dostatek. Każdy znajdzie coś dla siebie

Oznaczenia szlaku. W lasach są widoczne choć czasami na prostym odcinku jest ich od groma, by za chwilę na jakimś skrzyżowaniu zabawić się z nami w chowanego. W terenach zabudowanych bywa z tym różnie. Nieraz nie było gdzie namalować piktogramu, czasem jest w miejscu zupełnie niespodziewanym, a czasem znak jest umieszczony zgodnie z wszelkimi zasadami logiki, lecz jakaś łajza zakryje go naklejając ogłoszenie.

Gdzieś na szlaku

Reasumując – nieważne jakim szlakiem, w którym kierunku, w ile dni, zachęcam do odwiedzenia Jury – warto.

Odznaka "Szlakiem Orlich Gniazd" ustanowiona przez oddział PTTK w Zawierciu.

Pozdrawiam serdecznie i zapraszam gorąco.